piątek, 12 marca 2021

Dzień kobiet. Rekuperacja



Niniejszy tekst jest lekko przeredagowanym transkryptem scenariusza videoeseju mojego autorstwa. Filmik można obejrzeć w tym miejscu. Zachęcam do subskrypcji mojego kanału na YouTube.


Co byście zrobili, gdybym powiedział Wam, że w Polsce każdego roku obchodzi się radykalne socjalistyczne święto?

Część z Was na pewno podeszłaby do tego z pewnym sceptycyzmem. I słusznie, bo to, co przed chwilą powiedziałem jest pewnym uproszczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że dzień kobiet – nieformalne święto obchodzone w różnych miejscach na całym świecie już od ponad stu lat – ma bardzo interesujące dziedzictwo.

Pierwszy dzień kobiet obchodzono dwudziestego ósmego lutego tysiąc dziewięćset dziewiątego roku, z inicjatywy Socjalistycznej Partii Ameryki. Jednym z głównych socjalistycznych ideałów jest równość – także równość płci – a na początku dwudziestego wieku nie było z tym specjalnie dobrze, nawet w takich krajach jak Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, dlatego jedna z ówczesnych działaczek SPA, pisarka, sufrażystka, antyrasistka i edukatorka Theresa Malkiel zaproponowała powołanie corocznych obchodów dnia kobiet, by w ten sposób propagować ideę równouprawnienia.

Co ciekawe – i zapamiętajcie tę informację, bo później stanie się ona niewiarygodnie ironiczna – Malkiel bardzo podejrzliwie podchodziła do, jak sama to nazywała burżuazyjnej wersji feminizmu. To znaczy takiej, w której celebruje się jakąś nieskonkretyzowaną kobiecą siłę, ale jednocześnie ignoruje się realne przyczyny nierówności między płciami, czyli patriarchat, nierówności płacowe oraz nieuzasadnione hierarchie między ludźmi.

Okej, ujmijmy to inaczej – Malkiel nie chciała, by kobiety miały takie same szanse bycia właścicielkami wielkich firm, bo nie miała pod tym względem żadnych złudzeń i wiedziała, że kobiety na takich stanowiskach będą wyzyskiwały swoich pracowników tak samo jak robią mężczyźni. Malkiel chciała wyeliminować źródło wyzysku, a nie wprowadzić równouprawnienie do wyzyskiwania. Zamiast zmieniać proporcje w tych hierarchiach wolała raczej zmienić same hierarchie w coś nieco uczciwszego dla wszystkich zainteresowanych.

Między innymi z tego powodu Theresa Malkiel odmawiała współpracy z Ligą Związków Zawodowych Kobiet, która w dużej mierze składała się z lepiej usytuowanych kobiet z klasy średniej i które interesował ten mniej fajny aspekt równouprawnienia. Sama Malkiel była zresztą edukatorką dorosłych osób z klasy robotniczej, przede wszystkim imigrantek, które z racji płci i pochodzenia miały bardzo utrudniony dostęp do równych szans na godną pracę.

Wróćmy jednak do samego dnia kobiet. W tysiąc dziewięćset dziesiątym roku, w trakcie Międzynarodowej Socjalistycznej Konferencji Kobiet w Kopenhadze. Delegatki – sto kobiet pochodzących z siedemnastu różnych krajów – uznały, że amerykańskie socjalistki wpadły na dobry pomysł z tym całym dniem kobiet i warto rozpowszechnić tę ideę również i na naszym kontynencie. Osiemnastego marca, tysiąc dziewięćset jedenastego roku odbyły się pierwsze masowe obchody dnia kobiet. Wykorzystywane były one jako pretekst do organizowania demonstracji i pochodów, na których rozpowszechniano postulaty udzielenia kobietom praw do głosowania, zniesienie dyskryminacji na rynku pracy oraz dopuszczenie kobiet do sprawowania urzędów publicznych, czego nie mogły wówczas robić. Warto pamiętać, że wszystkie te hasła wygłaszano z perspektywy lewicowej – pochody z okazji dnia kobiet organizowane były przez partie socjalistyczne i komunistyczne, na wielu z nich obok transparentów z hasłami feministycznymi pojawiały się czysto lewicowe postulaty. Wiedeński pochód poddał natomiast cześć męczennikom Komuny Paryskiej.

Jak mogłyście zauważyć, pierwszy, jeszcze nieoficjalny dzień kobiet nie odbył ósmego marca. Ta data wykrystalizowała się dopiero z czasem, w okolicach tysiąc dziewięćset czternastego roku. Nikt nie wie, czemu akurat wtedy, ta data nie posiada żadnego znaczenia sama w sobie. Po prostu w tysiąc dziewięćset czternastym akurat wtedy wypadała niedziela, czyli najlepszy dzień na pochód i po pewnym czasie tak już jakoś okrzepło. Wcześniej data była ruchoma, najczęściej dni kobiet obchodzono w okolicach końcówki lutego.

W tysiąc dziewięćset siedemnastym roku obchody międzynarodowego dnia kobiet w Rosji przerodziły się w antycarski wiec, od którego rozpoczęła się Rewolucja Lutowa, która z kolei zapoczątkowała cały łańcuch wydarzeń, który zakończył się obaleniem caratu w Rosji. Nieźle. Po rewolucji Rosjanki otrzymały prawa wyborcze, a w Związku Radzieckim dzień kobiet obwołany został świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Niestety Związek Radziecki nie okazał się tak fajny, jak wszyscy mieli nadzieję. Właściwie to w ogóle nie był fajny. Właściwie to był przeciwieństwem czegoś fajnego – zarówno dla kobiet, jak i dla osób wszystkich innych płci.

W krajach zachodnich Dzień Kobiet jako święto o potencjale rewolucyjnym odzyskał popularność w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku, gdy przejęły go feministyczne ruchy drugiej fali. Wiem, że wiele osób oglądających mój kanał to ludzie z zupełnie innej politycznej bańki niż moja i część z nich może nie wiedzieć, że feminizm miał kilka etapów ewolucji zwanych falami, w których działaczki feministyczne skupiały się na różnych aspektach i rozwijały idee równości płci – czasami w sposób częściowo albo nawet całkowicie zaprzeczający poprzednim falom. Prawdopodobnie powinienem stworzyć o tym oddzielny wideoesej. Dajcie znać w komentarzach, jeśli interesowałby was taki materiał.

W tym momencie istotny jest fakt, że wówczas również Dzień Kobiet obchodzony był przede wszystkim z inicjatywy ruchów lewicowych i traktowany był jako pretekst do protestów w celu wprowadzenia realnego równouprawnienia kobiet, zrównania płac, rzeczywistej walki z przemocą i dyskryminacją. Dzień Kobiet zaczął się wówczas stawać znormalizowanym nieformalnym świętem, z roku na rok coraz mniej skoncentrowanym na protestach, demonstracjach i praktyce feministycznej, a coraz bardziej na dawaniu kwiatków kobietom przez mężczyzn. Co oczywiście jest bardzo miłe, ale prawdopodobnie nie o to chodziło Theresie Malkiel.

Tym bardziej, że w wielu miejscach na świecie obchodzenie Dnia Kobiet wiąże się ze znacznie wyższym kosztem społecznym niż w USA czy Zachodniej Europie. W dwa tysiące siódmym roku w stolicy Iranu, Teheranie na cztery dni przed obchodami Dnia Kobiet policja wkroczyła do mieszkań organizatorek i organizatorów planowanego wiecu organizowanego z tej okazji w celu promowania równouprawnienia Irańskich kobiet. Organizatorki zostały pobite i wtrącone do więzienia. Część z nich została wypuszczona do trwającym piętnaście dni strajku głodowym. Walka o równouprawnienie kobiet trwa do dziś i w wielu miejscach przybiera wyjątkowo brutalny charakter. I wcale nie trzeba wybierać się do krajów Bliskiego Wschodu, by się o tym przekonać.

No dobrze, ale czy nakręciłem ten materiał wyłącznie po to, by opowiedzieć Wam o historii Dnia Kobiet? Częściowo tak. Częściowo jednak uznałem, że to interesujące, w jaki sposób obecnie postrzegany jest Dzień Kobiet – jako raczej neutralne całkowicie niekontrowersyjne święto celebrujące bardzo ogólnie rozumianą, nieskonkretyzowaną kobiecość. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, jak wyraziście lewicowe i rewolucyjne były jego początki. Tymczasem dziś wielkie korporacje, takie jak na przykład MacDonald’s i Calvin Klein wykorzystują Dzień Kobiet jako pretekst do reklamy swoich produktów. A ludzie, którzy zwykle mdleją na dźwięk słowa „socjalizm” nie mają najmniejszego problemu z celebrowaniem tego święta. Jak do tego doszło?

By odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw wspomnieć o sytuacjonistach.

Sytuacjonizm był nurtem intelektualnym rozwijającym się w połowie dwudziestego wieku w krajach Europy Środkowo-Zachodniej. Początkowo był to nurt sztuki awangardowej, z czasem jednak przerodził w znacznie bardziej filozoficzną, rewolucyjną krytykę kapitalizmu ściśle zintegrowaną z twórczością artystyczną. W przeciwieństwie do innych radykalnie lewicowych ruchów – takich jak komunizm czy anarchizm, od których zresztą dość zdecydowanie się odcinali – sytuacjoniści twierdzili, że rewolucja społeczna nie może być gwałtownym, zerojedynkowym i brutalnym przewrotem. Zamiast tego powinna odbywać się nieustannie, na płaszczyźnie wszystkich aspektów codziennego życia, takich jak zajęcia domowe, praca, sztuka oraz spędzanie wolnego czasu.

Czasami prowadziło to zresztą do niezwykle fascynujących zachowań społecznych praktykowanych przez członków tego ruchu. Dobrym przykładem jest idea dérive, wędrownictwa, zaproponowana przez jednego z założycieli ruchu, Guya Deborda. Debord zauważył, że nawet to, w jaki sposób poruszamy się po miejscach naszego zamieszkania podyktowany jest regułami kapitalizmu.

To, jak i gdzie budowane są nowe obiekty – i jak wykorzystywane są te już istniejące – uzależnione jest w olbrzymiej mierze od tego, co się opłaca w sensie finansowym. Jeśli chcemy umówić się ze znajomymi, na ogół musimy udać się do centrum miasta, bo tam znajdują się kina, lokale, kluby i kawiarnie umożliwiające takie spotkania. W drodze do pracy zahaczamy o supermarket, by nabyć zakupy na obiad… To sprawia, że większość z nas po pewnym czasie ma już ustalone rutynowe ścieżki swojego życia, codziennie mijamy te same zabudowania, te same billboardy reklamowe i te same ulice, na chodnikach mijamy tych samych ludzi i sprowadza nas to do monotonnej, alienującej rutyny.

Sytuacjoniści zaczęli uprawiać zatem dérive – swobodne, pozbawione planu czy odgórnego celu włóczęgi po okolicy, najlepiej w miejsca, w które nie mieli żadnego racjonalnego powodu się udawać. Po co? No cóż, przede wszystkim spacery są przyjemne same w sobie, o ile ktoś oczywiście lubi tego typu rozrywkę, ale „po co?” nie jest tu najlepszym pytaniem. Po prostu odpręż się, niczego nie planuj, wybierz losowy kierunek i ciesz się chwilą. Kto wie, może po zejściu z wydeptanych ścieżek natrafisz na coś, co przykuje twoją uwagę. Może spotkasz jakąś osobę, na którą nigdy byś nie wpadł w trakcie swojej codziennej rutyny? Może odkryjesz jakieś przyjemne miejsce, do którego zechcesz powrócić? Może wpadnie ci do głowy jakaś myśl, która w innym przypadku nie byłaby w stanie zaistnieć? A nawet jeśli nie – to przynajmniej przełamiesz rytm swojego codziennego życia, co samo w sobie może być w jakimś drobnym stopniu bardzo pozytywnym doświadczeniem rewolucyjnym.

No ale – zawędrowałem za daleko od głównego tematu naszych dzisiejszych rozważań. Nomen omen. Obiecuję, że wrócimy do tego innym razem. W tym momencie najbardziej interesuje nas to, że sytuacjoniści zwrócili uwagę na interesujący proces, za pomocą którego ten system ekonomiczno-społeczny, z którym walczą, broni się przed ideami, które mu zagrażają.

W momencie, w którym jakaś rewolucyjna idea zagraża ustalonemu porządkowi rzeczy, zwykle sytuacja może rozwinąć się na kilka sposobów. Najczęściej taka idea jest po prostu odrzucona i stłumiona. Ustalony porządek rzeczy jest na tyle silny, by móc ją pokonać, obwołać herezją, spacyfikować wyznawców tej idei i uczynić ją nielegalną, w ten sposób radząc sobie z zagrożeniem. Jeśli ustalony system społeczny jest jednak zbyt słaby, nie wytrzymuje starcia z tą rewolucyjną ideą i upada, po czym zostaje zastąpiony innym porządkiem rzeczy. Na taki właśnie obrót spraw liczyli sytuacjoniści, podgryzając konsumpcjonizm, wprowadzając do obiegu intelektualnego rewolucyjne idee i podkopując kulturę oraz filozofię kapitalizmu.

Z czasem zauważyli jednak, że zaczyna dziać się coś innego. Rewolucyjne idee zostają włączone do kapitalizmu i wykorzystane jako element wzmacniający obowiązujący system. Oczywiście w międzyczasie tracą również swój rewolucyjny potencjał. Pamiętacie drugi odcinek serialu Black Mirror? Ten, którego akcja rozgrywa się w podziemnej społeczności, gdzie większość ludzi zarabia na życie jeżdżąc na rowerkach generujących energię elektryczną? W finale tego odcinka główny bohater w bardzo dramatycznej, emitowanej na cały świat przemowie ujawnia hipokryzję i toksyczność całej tej społeczności. Jednak jego rewolucyjny potencjał nie przeradza się w rzeczywisty bunt i zmianę świata na lepsze – zamiast tego bohater dostaje program telewizyjny, w którym powtarza swoje buntownicze przemowy, ale po wkręceniu ich w komercyjny obieg tracą one swój potencjał transformacji społeczeństwa w coś mniej toksycznego. Stają się po prostu kolejną formą rozrywki dla mas. Tym jest właśnie rekuperacja.

Wydaje mi się, że najlepszym, najsilniej przemawiającym do wyobraźni przykładem tego typu procesu są koszulki z marksistowskim rewolucjonistą Che Guevarą, które od lat są masowo produkowane przez komercyjne firmy, jego twarz stała się zastrzeżonym znakiem towarowym, a na sprzedaży odzieży z wizerunkiem Che Guevary korporacje odzieżowe każdego roku zarabiają olbrzymie sumy pieniędzy.

Kultura masowa pełna jest tego typu sytuacji. Z tych najbardziej aktualnych możemy przywołać grę polskiego studia CD-PROJEKT RED, Cyberpunk 2077. Cyberpunk jako gatunek literacki był w swej esencji bardzo krytyczny wobec kapitalizmu, fabuła często skupiała się na walce wielkimi korporacjami podważającymi demokrację i prawa człowieka za pomocą władzy, jaką daje pieniądz. Gra studia CD-PROJEKT RED miała dość… niełatwy proces produkcyjny, branżowe portale regularnie donosiły o kolejnych przesunięciach premiery spowodowanych problemami w produkcji, a osoby odpowiedzialne za wyprodukowanie Cyberpunka musiały zmagać się z wyjątkowo intensywnym crunchem, czyli okresami wzmożonej pracy w nadgodzinach, by wyrobić się z ukończeniem gry przed datą jej premiery. Po premierze okazało się natomiast, że – delikatnie rzecz ujmując – nie wszystkie obietnice twórców znalazły swoje pokrycie w rzeczywistości.

A zatem korporacja, która wyprodukowała grę w konwencji cyberpunku pod wieloma względami zachowywała się jak stereotypowe wielkie złe korporacje krytykowane w gatunku cyberpunku. Swoją drogą ta gorzka ironia nie umknęła nawet samym twórcom gry. Wedle doniesień serwisu Bloomerg na spotkaniu organizacyjnym jedna z osób pracujących przy grze zapytała swoich zwierzchników, czy nie czują się hipokrytami tworząc grę o korporacyjnym wyzysku i jednocześnie wymagając od swoich pracowników długich nadgodzin intensywnej, wycieńczającej pracy nad ukończeniem produkcji tej gry.

Albo na przykład wyobraźcie sobie skrajnie lewicowego, antykapitalistycznego bloggera, który propaguje swoje poglądy na platformie YouTube i zarabia pieniądze na reklamach wyświetlanych… w jego wideoesejach… hmm… eeee… 

Mój wywód zmierza oczywiście do tego, że proces rekuperacji dotknął również Dnia Kobiet. U swoich początków było to wyraziście rewolucyjne święto służące do celebrowania idei równouprawnienia oraz głoszenia radykalnych postulatów, często prowokujące starcia z aparatem władzy czy wręcz prawdziwe, historyczne rewolucje. I, do pewnego stopnia, nadal nim jest. Z roku na rok jednak jego potencjał jest rozbrajany, a święto przejmowane przez wielkie korporacje czy start-upy, które chcą wykorzystać Dzień Kobiet do promowania swojego brandu. Zamiast Theresy Malkiel mamy więc koncern Disneya, który mówi małym dziewczynkom, że one też mogą być księżniczkami.

Bibliografia:


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...