![]() |
fragment grafiki autorstwa Dana Schoeninga, całość tutaj. |
Wyjaśnijmy coś sobie - najprawdopodobniej nie posiadam poczucia humoru. Wywiodłem ten wniosek z faktu, że nie bawi mnie circa 99% żartów, dowcipów i anegdot, które dostarcza mi zarówno kultura popularna, jak i grono znajomych. Kiedy inni wokół mnie rechoczą jak opętani, na mojej twarzy nie drży nawet jeden mięsień. Gdy wszyscy zachwycają się humorem z, dajmy na to, Guardian of the Galaxy, ja zastanawiam się, co takiego śmiesznego jest w nieporadności pozbawionej protezy osoby niepełnosprawnej, która to wizja zdaje się niesłychanie bawić jednego z głównych bohaterów filmu. Słowem - nie mam poczucia humoru. Najprawdopodobniej jest to pewnego rodzaju kalectwo, ale jakoś do tej pory nigdy tak o tym nie myślałem. Jeśli już ktoś z tego powodu cierpi, to są to osoby z mojego kręgu towarzyskiego, których anegdoty odbijają się od mojego marsowego oblicza, nie powodując na nim żadnej widocznej reakcji. Nie wiem, czy to niezdiagnozowany Asperger (co zgadzałoby się z bardzo wieloma innymi objawami, ale nie chcę popadać w jakieś wydumane chałupnicze autodiagnozy) czy skaza charakteru, ale tak po prostu jest. Powyższy disclaimer jest kluczowy dla niniejszej notki, więc miejcie go w głowie, czytając jej ciąg dalszy.
Kilka dni temu dostałem na Facebooku wiadomość od przedstawicielki ekipy produkcyjnej odpowiedzialnej za stworzenie niezależnego filmu komediowego zatytułowanego Nerd. Fabuła produkcji - czego dowiedziałem się z opublikowanego na YouTube trailera - opowiada o tytułowym nerdzie, czyli uzależnionym od Internetu rozbitku społecznym, któremu odcięto dostęp do Sieci, co wstrząsnęło podstawami jego egzystencji na tyle, by zmusić go do opuszczenia swojego mieszkania celem odzyskania dostępu do stałego łącza. A że główny bohater to jednostka tak bardzo wyoutowana z rzeczywistości, że nie potrafi patrzeć na ludzi inaczej, niż na potencjalne zagrożenie życia i zdrowia, postanawia obejść całe miasto łukiem, by dotrzeć do siedziby miejscowego providera i odzyskać utracone połączenie z Siecią.
Zacznijmy od tego, że uzależnienie od Internetu jest naprawdę groźną przypadłością, która może doprowadzić do rozregulowania cyklu okołodobowego, deformacji sylwetki, głębokiej depresji, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci z wycieńczenia. Co więcej, o tym realnym przecież problemie najczęściej słyszy się w trakcie sezonu ogórkowego, z reguły przy okazji tematu gier komputerowych, gdy wypowiadają się o nim osoby tłukące tak zwanego chochoła. Atmosfera skandalu i zwyczajowa silna kontra ze strony środowiska graczy i informatyków nie sprzyja merytorycznej dyskusji odnośnie tego problemu. Nie ma w tym nic śmiesznego i uczynienie z tego typu sprawy osi fabularnej filmu komediowego mnie mierzi - prawdopodobnie równie zniesmaczony byłbym komedią o anoreksji. Tu się naprawdę nie ma z czego śmiać, a przynajmniej taki skwaszeniec jak ja nie widzi w uzależnieniu od Internetu nic śmiesznego.
Kolejną sprawą jest semantyka. Ja wiem, że pewnie w jakimś stopniu przemawia przeze mnie urażona duma proud geeka, którego ktoś wyśmiewa poprzez odwołanie się do najbardziej krzywdzącego stereotypu, ale… chyba niezupełnie. Chodzi o to, że przedstawiony na trailerze filmu protagonista naprawdę średnio przystaje do stereotypu nerda. Scenarzysta filmu (nie byłem w stanie doklikać się do jego personaliów) nie odrobił pracy domowej - coś tam od kogoś usłyszał, że nerd, to ktoś, kto siedzi w Internecie i ma problemy w stosunkach społecznych z innymi ludźmi, ale nie chciało mu się nawet wyguglać terminu, który ostatecznie pojawił się w tytule filmu. Ja nie mam nic przeciwko wyśmiewaniu stereotypu, ale miło byłoby, gdyby osoba wyśmiewająca wiedziała, co właściwie wyśmiewa. Główny bohater filmu definitywnie nerdem nie jest wedle żadnej znanej nomenklatury - już prędzej geekiem (mamy bowiem podaną informację o jego fascynacji serialami animowanymi z lat dziewięćdziesiątych). Może tu wchodzić w grę pewne zamieszanie związane z powszechnym myleniem obu tych terminów - sam zresztą często używam ich zamiennie, choć w sumie nie powinienem, bo różnica jest znacząca i nawet dzisiaj nie powinno się utożsamiać nerdów z geekami (i odwrotnie).
Najbardziej smuci i żenuje jednak fakt, że ktoś w dwa tysiące piętnastym roku odwołuje się jeszcze do dawno obalonego stereotypu sprzed dobrych trzydziestu lat. W dzisiejszych czasach bycie nerdem jest cool, nerdyzm to nowy mainstream, nerdy żądzą światem za pośrednictwem Google’a i Facebooka. Ja oczywiście wiem, że termin „polska komedia” już z definicji niesie ze sobą potężny ładunek żenady (a „polska niezależna komedia” to właściwie kumulacja). Słyszany w trailerze przepity głos Grzegorza Pawlaka sugeruje najprzedniejsze polskie poczucie humoru spod znaku Wujka Zenka Komentującego Biust Szwagierki Jadzi Na Rodzinnej Biesiadzie, co już z miejsca powoduje u mnie nieprzemożoną chęć ewakuacji.
Dobra komedia - poprawcie mnie, jeśli się mylę - powinna opierać się na samoświadomości i wiedzy, co tak naprawdę wyśmiewa. Dzięki temu, nawet jeśli gra krzywdzącymi stereotypami, może bawić nie tylko ignorantów, ale również grupę społeczną będącą przedmiotem satyry. Przy kompetentnie sporządzonej komedii wspomniana grupa dostrzeże bowiem, że twórca wie, z czego się śmieje i wyśmiewa nie tyle daną grupę społeczną, co jej stereotyp. Znakomitym przykładem tego typu satyry jest klip Epic Rap Battle: Nerd vs. Geek Rhetta i Linka - grający stereotypem aż trzeszczy, ale dzięki znajomości tematu jest zabawny i błyskotliwy. Nieprzypadkowo ulubionym sitcomem sporej grupy nerdów jest The Big Bang Theory, gdzie brać nerdowska przedstawiona jest w sposób maksymalnie przerysowany - ale z wyczuciem i znajomością tematu. Tej znajomości w trailerze Nerda dramatycznie brakuje i szczerze wątpię, by sam film był pod tym względem choć odrobinę lepszy.
Kuriozalny jest też fakt, że twórcy filmu poprosili mnie o pozytywny feedback ich dzieła - to trochę tak, jakby CollegeHumor poprosiło jakiegoś blogera-miłośnika furry o reklamę ich kreskówki Furry Force. Generalnie ekipie odpowiedzialnej za produkcję tego filmu najchętniej wręczyłbym wejściówki na Pyrkon, żeby obejrzeli sobie tych ludzi, których identyfikują jako „nerdów” w ich naturalnym środowisku, którym wbrew pozorom nie jest jakaś samotnia zbudowana ze zużytych kartonów po pizzy, tylko barwna i różnorodna społeczność szalenie pozytywnych ludzi.
PS: Możecie klikać w linki bez strachu, że rozkręcicie twórcom Nerda promocję - przepuściłem je przez DoNotLinka. No i nie klikajcie Furry Force, jeśli naprawdę nie chcecie wydrapać sobie oczu.