piątek, 8 listopada 2013

Mój problem z Supernatural

fragment grafiki autorstwa Renaty Castellani, całość tutaj.

Przeprowadzona jakiś czas temu ankieta blogowa ujawniła, że ulubionym cyklem notek czytelników Mistycyzmu Popkulturowego są tak zwane „moje problemy”, w którym szeroko rozpisuję o raczej czysto subiektywnych zarzutach wobec różnych tekstów popkultury. Oto więc kolejna notka z tej, tak lubianej serii. Z drugiej strony – wiem, że serial Supernatural ma wiele fanek płci obojga, więc pisanie o nim w takim kontekście może okazać się wysoce ryzykowne. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że póki co zapoznałem się tylko z pierwszym jego sezonem. I to właśnie co do pierwszego sezonu będę kierował swoje zarzuty, bo z oczywistych względów, nie mogę wypowiadać się o serialu, jako o całości. Możliwe, że nękające mnie problemy, jakie mam z Supernatural znikają z upływem kolejnych odcinków, ale płytki research, jaki niedawno przeprowadziłem, zdaje się temu przeczyć. Tym niemniej - wcale tego nie wykluczam, więc proszę o wzięcie to pod uwagę przed ewentualnym spuszczeniem na mnie gromów. Od razu muszę też zaznaczyć, że ja uważam Supernatural za generalnie bardzo dobry serial. Nie wybitny, ale taki, który można oglądać z przyjemnością jako taką trochę antologię motywów charakterystycznych dla horroru klasy B i niższych połączonych fabularnie w jedną całość, nawet intrygującą i niegłupio skonstruowaną.

Ale jednak jakiś problem z tym serialem mam. I to wcale niemały. Idzie mi oczywiście o sposób, w jaki przedstawiany i traktowany są w nim bohaterki kobiece. Zasadniczo kobiety w Supernatural można podzielić na dwa typy. Pierwszym z nich są Martwe Damy w Opałach – podgatunek damseli w distresie, która od klasycznej wersji różni się tym, że już jest martwa i męski protagonista ma ją nie tyle uratować, co pomścić. Jest to bardzo, ale to bardzo nielubiany przeze mnie zabieg, o czym pisałem już kiedyś w kontekście gier video. Drugim typem jest klasyczna dama w opałach, zazwyczaj drugoplanowa bohaterka odcinka, której rolą jest wmieszać się w kolejną sprawę rozwiązywaną przez Winchesterów, zostać zaatakowaną przez jakąś maszkarę i uratowaną przez braci – okazjonalnie wdając się z jednym z nich w relacje o romantycznym charakterze. Co znamienne, bohaterowie częściej ratują kobiety, niż mężczyzn, kobiety częściej są też uśmiercane przez scenarzystów. Na rozmaite sposoby – jeśli chodzi o pierwszy sezon to uderzyło mnie, jak paskudnie scenarzyści potraktowali Laylę, bohaterkę dwunastego odcinka – na jego przestrzeni odebrano jej jedyną szansę na wyleczenie się z choroby, żeby tylko Dean mógł Zrozumieć Coś Ważnego.

Nie byłoby to aż tak bardzo odczuwalne, gdyby nie fakt, że ten serial jest strasznie… napisałbym „seksistowski”, ale to jest mocne słowo, które najczęściej zamyka drogę dyskusji i niejako z punktu wywołuje flejma. Napiszę więc tak – pierwszy sezon Supernatural nie tylko nie zdaje testu Bechdel, ale nie spełnia nawet jego pierwszego punktu, o dwóch kolejnych nie wspominając. Każda kobieta, która pojawia się na ekranie, pojawia się na nim tylko w kontekście głównych bohaterów – co do jednego mężczyzn – i tylko po to, by w jakiś sposób rozwinąć ich historie, charaktery, motywy, wątki. Kiedy już spełnią to zadanie – znikają z areny wydarzeń, zabite, bądź zepchnięte do fabularnego Limbo. Nie mają własnych wątków, długofalowych opowieści, planów, zamierzeń, w żaden sposób nie wpływają na wykreowaną przez twórców serialu rzeczywistość, są jedynie ozdobnikiem albo zabiegiem fabularnym. Nawet Meg okazuje się w konsekwencji osobą opętaną przez demona, który z kolei także pełnił rolę służebną wobec kogoś innego. Supernatural to w gruncie rzeczy bardzo konserwatywny serial, który odtwarza stare, utrwalone patriarchalne wzorce, w których mężczyźni idą na wojnę, by pomścić/uratować swoje kobiety. Mniejszości są traktowane z pobłażliwością czy wręcz otwartą złośliwością (środowisko nerdów sparodiowane w odcinku Hell House) albo ignorowane. Supernatural opowiada  – i zdaję sobie sprawę z faktu, że tymi słowami wzburzę co najmniej kilku czytelników – o białych heteroseksualnych mężczyznach odtwarzających stare, patriarchalne bajki.

Czy to naprawdę aż tak źle? Raczej tak, ale trochę nie. Już tłumaczę. Pisząc „raczej tak” mam na myśli fakt, iż Supernatural traktuje te kwestie w sposób tak bardzo przejrzysty, że praktycznie niezauważalny. Nikomu nawet nie przychodzi do głowy zadać pytanie, gdzie w tym serialu są istotne fabularnie kobiety. Sam jestem w stanie bez trudu uwierzyć, że twórcom serialu po prostu „tak jakoś wyszło”. Tym niemniej, to śmierdzi. Przynajmniej dla mnie. Ja rozumiem, że takie rażące dysproporcje płciowe w obsadzie mogą być dla kogoś problemem wydumanym i nieistniejącym. Zgadzam się. Ale mnie to przeszkadza, bo – jak już wielokrotnie wspominałem – jestem bardzo wyczulony na kwestie genderowe w popkulturze i dla mnie jest to kwestia bardzo istotna. Są różne zboczenia – jedni nie mogą oglądać seriali z gorszą grą aktorską, innym przeszkadzają złe efekty specjalne, jeszcze innym gatunek. Aeth z bloga Wiedźma Na Orbicie nie trawi staroszkolnego sci-fi – cóż, wiele przez to traci, ale to jej święte i przyrodzone prawo personalizować sobie popkulturę pod własne wymagania i oczekiwania. Dla mnie czymś takim jest właśnie seksizm i dyskryminacja płci przeciwnej w tekstach popkultury – wyjąwszy oczywiście sytuacje, w których brak istotnych fabularnie kobiet jest uzasadniony (na przykład – nie czepiałbym się tego w serialu, którego akcja rozgrywa się w całości w męskim klasztorze) albo konstrukcja danego utworu w jakiś sposób usprawiedliwia podobne sytuacje. Supernatural (a przynajmniej pierwszego sezonu) nie usprawiedliwia absolutnie nic.

Ale miałem jeszcze wspomnieć o „trochę nie”. To „trochę nie” jest pozytywnym skutkiem ubocznym faktu, iż w serialu nie ma kobiecych ról głównych, bo daje to pole do rozszerzenia męskich charakterów o kwestie związane z wzajemnym zaufaniem, uczuciami, rozterkami i ogólnie tą sferą emocjonalności, tradycyjnie przypisaną kobietom. To jest chyba jeden z powodów (innym, nie mniej ważnym jest fakt, że przynajmniej jeden z braci Winchester to ciacho, jakich mało. I teraz zastanawiajcie się, który mi się tak spodobał), dla których Supernatural ma tak silne i wierne grono fanek. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...