![]() |
fragment grafiki autorstwa Yngve Martinussena, całość tutaj. |
Wyobraźcie sobie, że stoicie w
galerii sztuki i podziwiacie niezwykle się wam podobającą rzeźbę. Wzrusza was
jej koncepcja, sznyt artystyczny, pociągłe kształty starannie dopieszczone
przez artystę. Doceniacie jej kontekst i wielopłaszczyznowość interpretacji, znakomitą
subtelność i zarazem mocne ufundowanie na uniemożliwiające jej rozwodnienie
konceptualne pomyśle. I przychodzicie do galerii dzień w dzień, podziwiacie
tę rzeźbę, chwalicie ją znajomym przez wiele lat, aż pewnego dnia, podczas
rozmowy ktoś nagle przywołuje to dzieło sztuki i mówi coś w stylu „Ale ona
wygląda jak kutas, co nie?”. I nagle zdajecie sobie sprawę, że to prawda i ten
fakt przyćmiewa wam cały dotychczasowy zachwyt. Wracacie do galerii,
przyglądacie się rzeźbie i zachodzicie w głowę, jak mogło wam to umknąć,
przecież od razu widać, że to skonceptualizowane, wyszukane arcydzieło wygląda jak męskie narządy. No więc mnie spotkało ostatnio coś bardzo podobnego
– ktoś mi wytknął, ze jedna z moich najukochańszych serii gier video wygląda
jak kutas. I, co najbardziej przerażające, ta osoba ma całkowitą rację. Tą
osobą jest Aeth, tą serią gier natomiast – nieoceniony Gothic. To, że Gothic to jedna z najbardziej mizoginicznych gier, w jakie grałem
jest faktem bezspornym. Czemu jednak ja – osoba tak bardzo wyczulona na kwestie
genderowe w popkulturze – sam tego nie zauważyłem, dopóki ktoś mi tego wyraźnie
nie wskazał palcem? Nie mam pojęcia. Zapewne pewnym usprawiedliwieniem może być
fakt, że w chwili, w której poznawałem Gothica
te sprawy miały dla mnie bardzo nikłe znaczenie, zaś w gry ze studia Piranha
Bytes nie grałem już od dłuższego czasu – ale przecież Risen 2 zaliczyłem właściwie niecały rok temu. Więc marne
usprawiedliwienie.
No bo tak – pierwszy Gothic rozgrywał się w zbuntowanej
kolonii górniczej w Khorinis, a zatem w środowisku, gdzie kobiety nie są raczej
jakoś wybitnie reprezentowane. Jeśli już, to tylko w charakterze towaru i to
towaru bardzo luksusowego, bo wszystkie trzy panie występujące w pierwszej
części gry były zarezerwowane do wyłącznego użytku trzęsących Kolonią samców
alfa. Ich rola w samej fabule także była czysto dekoracyjna i sprowadzała się
tylko do tłuczenia jednej i tej samej formułki spławiającej naszego herosa.
Jakby to powiedzieć – wygląda to generalnie bardzo źle, nawet jak na ówczesne
standardy (końcówka XX wieku) i gatunek gry (cRPG), ale przecież pasuje do
koncepcji gry, bo generalnie trudno sobie wyobrazić (bez sporego zawieszenia
niewiary), żeby w takim środowisku przedstawicielki płci pięknej były
traktowane w inny, niż zaprezentowany sposób.
Potem przyszedł Gothic 2 i dopiero tam się wydało, jak
bardzo mizoginiczne jest Khorinis. Fabuła działa się już w mieście, co prawda
ze względu na panującą wojnę z orkami rządzonym przez wojsko, ale przecież jednak
środowisku daleko bardziej cywilizowanym, niż bandycka grupa. Kobiety pełnią
tam tradycyjne role społeczne – kucharek, sprzątaczek, sprzedawczyń i, jakżeby
inaczej, kurtyzan oraz portowych dziwek. Władcy, urzędnicy, sędziowie,
hersztowie bandyckich grup – to wszystko faceci. Nawet magia – terytorium
tradycyjnie w fantasy zarezerwowane dla kobiet – okupują tylko i wyłącznie
faceci, kobietom magii studiować nie wolno, zakony są czysto męskie. W Gothic 2 jest tylko jedna kobieta,
która pełni stosunkowo prestiżową funkcję, jaką jest przywództwo w gildii
złodziei – ale ginie ona bardzo szybko, oczywiście za sprawą głównego bohatera.
Ja wiem, że większość tekstów popkultury osadzonych w konwencji fantasy
rozgrywa się w realiach mniej lub bardziej zbliżonych do europejskiego
średniowiecza, gdzie status kobiet był faktycznie niewesoły, ale przecież
jakieś zrównoważenie w postaci kasty kapłanek, magiczek czy amazonek nie jest
niczym trudnym. Mało tego – twórcy erpegów często wrzucają silne, niezależne
kobiety do swoich gier – co prawda głównie po to, by wtłoczyć je w żelazne
bikini i stringi z kolczugi, ale jednak. Niestety, w Królestwie Myrtany takich
rzeczy nie ma. Tutaj nawet żelazne bikini byłoby dużym krokiem w dobrą stronę,
bo sugerowałoby, że jego właścicielka nadaje się do czegoś więcej, niż garów i
prokreacji. Rekompensuje to nieco fanowska modyfikacja do gry zatytułowana Velaya – Historia wojowniczki, w której
głównym bohaterem jest kobieta, zaś żeńskie postaci niezależne odgrywają tu
znacznie ważniejszą role.
O „trójce” natomiast nie ma nawet
co mówić. Nie tylko dlatego, że była to raczej słaba, mocno niedopracowana gra,
ale przede wszystkim z tego powodu, że nie ma tam właściwie żadnych istotnych
fabularnie kobiet. Nic, zero, null. I to nie tylko po jasnej stronie Mocy. W żadnej pojawiającej się w sadze rasie humanoidalnych istot – orkowie,
jaszczuroludzie, gobliny – nie ma żadnych kobiet. W ogóle. Niezależnie od tego,
czy istotnych fabularnie, czy nie. W jedynce jest cholernie wielka orkowa
wioska, którą zwiedziłem wzdłuż i wszerz i nie spotkałem ani jednej orkowej
kobiety. Ja rozumiem, że robienie nowego modelu postaci byłoby dość kłopotliwe
(jeśli ktoś śledził proces produkcyjny pierwszego Gothica, musi zdawać sobie sprawę, jak w tym przypadku twórcy byli
poganiani), ale przecież w kolejnych częściach można było coś z tym zrobić. Bo
tak graczom pozostaje tylko snucie dziwnych teorii o rozmnażaniu się orków.
Po wypuszczeniu w świat Gothic 3 Piranha Bytes wzięła rozbrat z
dotychczasowym dystrybutorem JoWooD (dodatek do trójki, zatytułowany Zmierzch Bogów, zrobiło już inne studio)
i wespół z nowym „opiekunem” Deep Silver wydał Risena, duchowego spadkobiercę Gothica.
Prawa do marki zostały przy JoWooD, który na własną rękę starał się tworzyć
kolejne części, jednak fani pierwszych trzech gier, delikatnie mówiąc, nie byli
usatysfakcjonowani ich poziomem. Tak więc to Risen stał się nieformalną kontynuacją Gothica. Nic zresztą dziwnego, oba światy są do siebie tak podobne,
że nie zdziwiłbym się, gdyby uniwersum Risena
było starą, dobrą Myrtaną jakieś dwieście, trzysta lat później, co zostanie
powiedziane wprost, gdy PB odzyskają już prawa do swojej pierwszej marki. Co –
miejmy nadzieje – stanie się szybko.
Jak w Risenie traktowane są kobiety? Niby tak samo, jak w Gothicach, ale poczyniono mały krok w
dobrym kierunku – jedną z najważniejszych postaci towarzyszących głównemu
bohaterowi (i to w obu Risenach) jest
Patty, córka legendarnego pirata Stalowobrodego. Patty, poza tym, że mieczem
wywija nie gorzej, niż bezimienny protagonista, w jakiego wcielamy się w grze,
jest niestety zwyczajowo wtłoczona w krzywdzący stereotyp, od stroju począwszy,
na odgrywanej roli (damsel in distress)
skończywszy. Jest w Risen 2 quest,
który blokuje rozwój fabuły, jeśli nie przekona się Patty do pomocy miejscowemu
kucharzowi w pozmywaniu garów (jakby sam główny bohater nie mógł tego zrobić).
To było wyjątkowo paskudne (szczególnie, że, o ile mnie pamięć nie myli, nie
dało się tego załatwić w żaden inny sposób) i doskonale rozumiem, czemu niektórych
mogło to zrazić do gry. Pozostaje mieć nadzieję, że ten malutki progres utrzyma się i za kilkanaście lat Gothic 7 będzie już grą bez seksistowskich akcentów.
Tak więc tak – nie porzucam Gothica, bo to wciąż znakomita seria
gier o unikalnym klimacie, świetnie skomponowanym świecie przedstawionym,
ciekawym systemie walki i rozwoju postaci. No i, było nie było, gra mojego
dzieciństwa i wczesnej młodości. Co prawda teraz, kiedy odpalam jedną z gier
Piranha Bytes to już na starcie dostrzegam to, co wskazała mi Aeth – ta gra,
przy wszystkich swoich niewątpliwych zaletach, wygląda jak kutas. I to mi
będzie przeszkadzać do końca życia. Wielkie dzięki, Aeth.