sobota, 25 maja 2013

Mój problem z Gothikiem

fragment grafiki autorstwa Yngve Martinussena, całość tutaj.

Wyobraźcie sobie, że stoicie w galerii sztuki i podziwiacie niezwykle się wam podobającą rzeźbę. Wzrusza was jej koncepcja, sznyt artystyczny, pociągłe kształty starannie dopieszczone przez artystę. Doceniacie jej kontekst i wielopłaszczyznowość interpretacji, znakomitą subtelność i zarazem mocne ufundowanie na uniemożliwiające jej rozwodnienie konceptualne pomyśle. I przychodzicie do galerii dzień w dzień, podziwiacie tę rzeźbę, chwalicie ją znajomym przez wiele lat, aż pewnego dnia, podczas rozmowy ktoś nagle przywołuje to dzieło sztuki i mówi coś w stylu „Ale ona wygląda jak kutas, co nie?”. I nagle zdajecie sobie sprawę, że to prawda i ten fakt przyćmiewa wam cały dotychczasowy zachwyt. Wracacie do galerii, przyglądacie się rzeźbie i zachodzicie w głowę, jak mogło wam to umknąć, przecież od razu widać, że to skonceptualizowane, wyszukane arcydzieło wygląda jak męskie narządy. No więc mnie spotkało ostatnio coś bardzo podobnego – ktoś mi wytknął, ze jedna z moich najukochańszych serii gier video wygląda jak kutas. I, co najbardziej przerażające, ta osoba ma całkowitą rację. Tą osobą jest Aeth, tą serią gier natomiast – nieoceniony Gothic. To, że Gothic to jedna z najbardziej mizoginicznych gier, w jakie grałem jest faktem bezspornym. Czemu jednak ja – osoba tak bardzo wyczulona na kwestie genderowe w popkulturze – sam tego nie zauważyłem, dopóki ktoś mi tego wyraźnie nie wskazał palcem? Nie mam pojęcia. Zapewne pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że w chwili, w której poznawałem Gothica te sprawy miały dla mnie bardzo nikłe znaczenie, zaś w gry ze studia Piranha Bytes nie grałem już od dłuższego czasu – ale przecież Risen 2 zaliczyłem właściwie niecały rok temu. Więc marne usprawiedliwienie.

No bo tak – pierwszy Gothic rozgrywał się w zbuntowanej kolonii górniczej w Khorinis, a zatem w środowisku, gdzie kobiety nie są raczej jakoś wybitnie reprezentowane. Jeśli już, to tylko w charakterze towaru i to towaru bardzo luksusowego, bo wszystkie trzy panie występujące w pierwszej części gry były zarezerwowane do wyłącznego użytku trzęsących Kolonią samców alfa. Ich rola w samej fabule także była czysto dekoracyjna i sprowadzała się tylko do tłuczenia jednej i tej samej formułki spławiającej naszego herosa. Jakby to powiedzieć – wygląda to generalnie bardzo źle, nawet jak na ówczesne standardy (końcówka XX wieku) i gatunek gry (cRPG), ale przecież pasuje do koncepcji gry, bo generalnie trudno sobie wyobrazić (bez sporego zawieszenia niewiary), żeby w takim środowisku przedstawicielki płci pięknej były traktowane w inny, niż zaprezentowany sposób.

Potem przyszedł Gothic 2 i dopiero tam się wydało, jak bardzo mizoginiczne jest Khorinis. Fabuła działa się już w mieście, co prawda ze względu na panującą wojnę z orkami rządzonym przez wojsko, ale przecież jednak środowisku daleko bardziej cywilizowanym, niż bandycka grupa. Kobiety pełnią tam tradycyjne role społeczne – kucharek, sprzątaczek, sprzedawczyń i, jakżeby inaczej, kurtyzan oraz portowych dziwek. Władcy, urzędnicy, sędziowie, hersztowie bandyckich grup – to wszystko faceci. Nawet magia – terytorium tradycyjnie w fantasy zarezerwowane dla kobiet – okupują tylko i wyłącznie faceci, kobietom magii studiować nie wolno, zakony są czysto męskie. W Gothic 2 jest tylko jedna kobieta, która pełni stosunkowo prestiżową funkcję, jaką jest przywództwo w gildii złodziei – ale ginie ona bardzo szybko, oczywiście za sprawą głównego bohatera. Ja wiem, że większość tekstów popkultury osadzonych w konwencji fantasy rozgrywa się w realiach mniej lub bardziej zbliżonych do europejskiego średniowiecza, gdzie status kobiet był faktycznie niewesoły, ale przecież jakieś zrównoważenie w postaci kasty kapłanek, magiczek czy amazonek nie jest niczym trudnym. Mało tego – twórcy erpegów często wrzucają silne, niezależne kobiety do swoich gier – co prawda głównie po to, by wtłoczyć je w żelazne bikini i stringi z kolczugi, ale jednak. Niestety, w Królestwie Myrtany takich rzeczy nie ma. Tutaj nawet żelazne bikini byłoby dużym krokiem w dobrą stronę, bo sugerowałoby, że jego właścicielka nadaje się do czegoś więcej, niż garów i prokreacji. Rekompensuje to nieco fanowska modyfikacja do gry zatytułowana Velaya – Historia wojowniczki, w której głównym bohaterem jest kobieta, zaś żeńskie postaci niezależne odgrywają tu znacznie ważniejszą role.

O „trójce” natomiast nie ma nawet co mówić. Nie tylko dlatego, że była to raczej słaba, mocno niedopracowana gra, ale przede wszystkim z tego powodu, że nie ma tam właściwie żadnych istotnych fabularnie kobiet. Nic, zero, null. I to nie tylko po jasnej stronie Mocy. W żadnej pojawiającej się w sadze rasie humanoidalnych istot – orkowie, jaszczuroludzie, gobliny – nie ma żadnych kobiet. W ogóle. Niezależnie od tego, czy istotnych fabularnie, czy nie. W jedynce jest cholernie wielka orkowa wioska, którą zwiedziłem wzdłuż i wszerz i nie spotkałem ani jednej orkowej kobiety. Ja rozumiem, że robienie nowego modelu postaci byłoby dość kłopotliwe (jeśli ktoś śledził proces produkcyjny pierwszego Gothica, musi zdawać sobie sprawę, jak w tym przypadku twórcy byli poganiani), ale przecież w kolejnych częściach można było coś z tym zrobić. Bo tak graczom pozostaje tylko snucie dziwnych teorii o rozmnażaniu się orków.

Po wypuszczeniu w świat Gothic 3 Piranha Bytes wzięła rozbrat z dotychczasowym dystrybutorem JoWooD (dodatek do trójki, zatytułowany Zmierzch Bogów, zrobiło już inne studio) i wespół z nowym „opiekunem” Deep Silver wydał Risena, duchowego spadkobiercę Gothica. Prawa do marki zostały przy JoWooD, który na własną rękę starał się tworzyć kolejne części, jednak fani pierwszych trzech gier, delikatnie mówiąc, nie byli usatysfakcjonowani ich poziomem. Tak więc to Risen stał się nieformalną kontynuacją Gothica. Nic zresztą dziwnego, oba światy są do siebie tak podobne, że nie zdziwiłbym się, gdyby uniwersum Risena było starą, dobrą Myrtaną jakieś dwieście, trzysta lat później, co zostanie powiedziane wprost, gdy PB odzyskają już prawa do swojej pierwszej marki. Co – miejmy nadzieje – stanie się szybko.

Jak w Risenie traktowane są kobiety? Niby tak samo, jak w Gothicach, ale poczyniono mały krok w dobrym kierunku – jedną z najważniejszych postaci towarzyszących głównemu bohaterowi (i to w obu Risenach) jest Patty, córka legendarnego pirata Stalowobrodego. Patty, poza tym, że mieczem wywija nie gorzej, niż bezimienny protagonista, w jakiego wcielamy się w grze, jest niestety zwyczajowo wtłoczona w krzywdzący stereotyp, od stroju począwszy, na odgrywanej roli (damsel in distress) skończywszy. Jest w Risen 2 quest, który blokuje rozwój fabuły, jeśli nie przekona się Patty do pomocy miejscowemu kucharzowi w pozmywaniu garów (jakby sam główny bohater nie mógł tego zrobić). To było wyjątkowo paskudne (szczególnie, że, o ile mnie pamięć nie myli, nie dało się tego załatwić w żaden inny sposób) i doskonale rozumiem, czemu niektórych mogło to zrazić do gry. Pozostaje mieć nadzieję, że ten malutki progres utrzyma się i za kilkanaście lat Gothic 7 będzie już grą bez seksistowskich akcentów.

Tak więc tak – nie porzucam Gothica, bo to wciąż znakomita seria gier o unikalnym klimacie, świetnie skomponowanym świecie przedstawionym, ciekawym systemie walki i rozwoju postaci. No i, było nie było, gra mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Co prawda teraz, kiedy odpalam jedną z gier Piranha Bytes to już na starcie dostrzegam to, co wskazała mi Aeth – ta gra, przy wszystkich swoich niewątpliwych zaletach, wygląda jak kutas. I to mi będzie przeszkadzać do końca życia. Wielkie dzięki, Aeth.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...