piątek, 27 marca 2020

Powolne anulowanie przyszłości



Niniejszy tekst jest lekko przeredagowanym transkryptem scenariusza videoeseju mojego autorstwa. Filmik można obejrzeć w tym miejscu. Zachęcam do subskrypcji mojego kanału na YouTube.



Hauntologia to bardzo fascynujące i jednocześnie bardzo skomplikowane pojęcie filozoficzne. Opisuje bowiem zjawisko, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość łączą się ze sobą w sposób, w jaki zwykle nie myślimy o tych pojęciach. 

Większość z nas rozpatruje czas w takich właśnie kategoriach – mamy przeszłość, która minęła, przyszłość, która dopiero nadejdzie, a między nimi teraźniejszość, która jest… no cóż teraz. Żeby zrozumieć hauntologię musimy zmienić ten sposób postrzegania czasu. Wyobraźcie sobie, że słuchacie wideoeseju na YouTubie. Wiem, że to trochę abstrakcyjny i oderwany od rzeczywistości przykład, ale mimo wszystko spróbujcie się wczuć. W jednym momencie, w jednej teraźniejszości, słyszycie tylko jeden wyraz. Jeden wyraz sam w sobie nie ma zbyt wielkiego sensu – dopiero gdy połączycie go w swojej głowie z wyrazami wypowiedzianymi wcześniej, oraz tymi, które nastąpią później, jesteście w stanie zrozumieć sens wypowiedzi. Innym dobrym przykładem jest słuchanie piosenki albo czytanie książki – jedna nuta albo jedno słowo doświadczane w teraźniejszości same w sobie nie dają wam żadnego sensownego komunikatu. 

Dopiero połączenie ich z doświadczeniami przeszłości i przewidywaniami przyszłości daje nam zrozumienie sytuacji. Tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w stanie doświadczyć teraźniejszości, bo w naszych głowach zawsze jest ona zależna od tego co pamiętamy i czego oczekujemy. Wszystkie nasze doświadczenia wyglądają w ten sposób. Nie tylko te drobne i osobiste, jak słuchanie muzyki, ale także te wielkie, historyczne. Tak przynajmniej twierdził Jacques Derrida, którego możecie pamiętać z mojego materiału o dekonstrukcji. 

W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku, w swojej książce Widma Marksa Derrida opisał, jak upadek komunizmu i niedotrzymane obietnice tego systemu społecznego zawsze będą kładły się cieniem na współczesność oraz nasze rozumienie obecnej polityki i ekonomii. By opisać to szczególne zjawisko, posłużył się wymyślonym przez siebie terminem hauntologia. 

Leksykalnie jest to zresztą fantastyczna nazwa, która samą swoją budową demonstruje proces, który określa. We francuskim oryginale stanowi ona połączenie słów hanter, czyli nawiedzać oraz ontologie, czyli ontologia. To drugie słowo oznacza gałąź filozofii zajmującą się nauką o bycie, istnieniu i egzystencji. Co ciekawe, hauntologia i ontologia po francusku brzmią identycznie – h w słowie hauntologia jest tam nieme. Hauntologia to ontologia, na którą wpływa coś nieistniejącego, ale mimo to obecnego i zmieniającego postać rzeczy. Derrida często stosował podobne gry słowne, by za ich demonstrować złożone idee. 

Z czasem termin „hauntologia” zaczął żyć własnym życiem i w pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku rozprzestrzenił się na wielu gałęziach teorii kultury, polityki, muzyki i literatury. W dwa tysiące jedenastym roku brytyjski dziennik Guardian określił hauntologię „najprawdopodobniej pierwszym głównym trendem teorii krytycznej, który zawojował Internet”. W dużej mierze przyczynił się do tego wydany w dwa tysiące czternastym roku zbiór esejów Ghosts of my Life autorstwa brytyjskiego filozofa i teoretyka kultury, Marka Fishera. Fisher użył tam terminu hauntologia, by opisać pewne zjawisko we współczesnej kulturze masowej. Zjawisko, na które – myślę – wiele z Was również zwróciło uwagę. 

Współczesna kultura masowa ma obsesję na punkcie nieustannego odtwarzania przeszłości. Pisarze i pisarki, jak Andrzej Sapkowski i Margaret Atwood, wracają do swoich najbardziej rozpoznawalnych dzieł, by dopisać do nich kolejne suplementy. Powstają cały nurty w muzyce, sztuce współczesnej i grach video skupiające się na odtwarzaniu treści i formy dzieł sprzed dekad. Jeśli pójdziecie do kina, częściej niż nie traficie na film będący adaptacją, kontynuacją, prequelem albo restartem innej formy narracyjnej, na ogół znacznie starszej. 

Dzieje się tak z wielu powodów. Jednym z nich są rosnące koszty produkcji wysokobudżetowego kina, co wymusza na producentach granie bezpieczną kartą i stawianie na rzeczy, które sprawdziły się już wcześniej. Innym jest powszechny dostęp do kultury. Przegapienie odcinka serialu telewizyjnego albo nowego numeru komiksowej serii nie jest już dziś dla nikogo żadnym problemem – dostęp do archiwów kultury popularnej jest łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej. W takiej sytuacji, gdy każda osoba może swobodnie spijać śmietankę z właściwie całego dorobku twórczego ludzkości, nowe rzeczy – idee, opowieści, formy kulturowe – rzadko kiedy są w stanie wyjść z takiego starcia obronną ręką. 

Dynamika współczesnej kultury, szczególnie internetowej, sprawia, że nowe, naprawdę nowe idee rozprzestrzeniają się błyskawicznie, ale też równie szybko zaczynają być parodiowane, zmieniane w memy i w końcu stają się pasee – zanim w ogóle zdążą rozwinąć się i na poważnie zainspirować znaczącą liczbę osób, które w innym przypadku mogłyby utworzyć jakiś nowy, interesujący ruch artystyczny albo intelektualny. Te oczywiście nadal powstają, ale w trochę inny sposób. Wrócimy do tego. 

O ile technologia rozwija się nieprzerwanie, o tyle coraz częściej wykorzystywana jest nie po to, by tworzyć nowe wyobrażenia przyszłości, co odtwarzać te, których doświadczaliśmy i doświadczałyśmy dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt lat temu. Fisher nazywa to "nostalgią za utraconą przyszłością" – nie potrafimy już tworzyć nowych wyobrażeń przyszłości, więc próbujemy odwzorować te wymyślone wcześniej. Szczególnie dobrze widać to w fantastyce naukowej, która współcześnie coraz rzadziej ma ambicję przewidywania albo fantazjowania na temat odległej przyszłości. Coraz częściej skupia się natomiast na odtwarzaniu nieaktualnych już przewidywań i fantazji z lat osiemdziesiątych, sześćdziesiątych czy nawet jeszcze wcześniejszych. Nieaktualnych w tym sensie, że ta przyszłość albo już nadeszła albo w inny sposób została zweryfikowana przez rzeczywistość. 

Gdy za kilka miesięcy wszyscy rzucimy się do komputerów i konsol, by zagrać w Cyberpunka 2077 – to znaczy, nie wiem jak wy, ja na pewno – nie zobaczymy tam świeżej wizji przyszłości. Zobaczymy wizję silnie wzorowaną na tym, jak wyobrażali sobie przyszłość twórcy fantastyki z lat osiemdziesiątych. Wyobrażenia przyszłości z dawnych lat powracają jako nadal aktualny kulturowy artefakt w teraźniejszości. Powrót do przyszłości, której nie było. Hauntologia. (beat) Cholera, mam nadzieję, że ta gra będzie naprawdę dobra. 

Do tej pory rozwój technologii ciągnął za sobą powstawanie nowych form kulturowych – nowe zabawki służyły jako narzędzia do tworzenia rzeczy wcześniej niewyobrażalnych i niewymyślonych. Oryginalny TRON z 1982 roku używał pionierskiej wtedy technologii animacji trójwymiarowej nie po to, by odtwarzać rzeczywistość, czy estetyczne formy kulturowe wymyślone wcześniej, ale stworzyć coś unikalnego i nierozpoznawalnego, coś z czym publiczność nie miała dotąd żadnego doświadczenia – coś, czego nie było nigdy wcześniej. Współczesna technologia służy czemuś odwrotnemu. Porównajmy to z najbardziej dochodowym filmem animowanym w historii kina jest fotorealistyczny rimejk Króla Lwa, w którym wyrafinowana technologia została użyta by odtworzyć w zasadzie identyczną historię. 

Jednym z moich ulubionych gatunków muzycznych jest lo-fi hip hop – rodzaj instrumentalnego hip hopu, który wziął szturmem Internet mniej więcej dziesięć lat temu. Utwory tego gatunku tworzy się najczęściej poprzez wycięcie z jakiejś starej piosenki najbardziej przykuwającego uwagę fragmentu, zapętlenie go, spowolnienie i nałożenie nań kolejnej warstwy bitów oraz dźwiękowego pudru, który jednocześnie odświeży go, jak i nada specyficznej autentyczności. Tym pudrem może być umyślnie dodany szum odtwarzanej kasety magnetofonowej. Albo pozornie przypadkowe dźwięki tła, jak na przykład szczekanie psa, otwieranie drzwi czy warkot samochodowego silnika. 

Albo nawet fragment linii dialogowej z jakiejś kreskówki, filmu albo słuchowiska. Wszystko to w celu nadania „realności” danemu utworowi – stworzenia iluzji, że nie słucham piosenki w teraźniejszości, tylko w jakimś bezczasowym hauntologicznym kontekście. Gdzieś, kiedyś, nie na obecnym komputerze, tylko dawnym magnetofonie w trakcie wykonywania innych czynności, w towarzystwie innych osób prowadzących w międzyczasie rozmowę – przeszłość nawiedzająca teraźniejszość. Hauntologia. 

Wiele nurtów współczesnej sztuki podporządkowana jest podobnej dynamice. Pomyślcie o vaporwave, synthwave albo electro swingu. Spójrzmy na współczesne niezależne gry video odtwarzające ośmiobitową estetykę dawnych produkcji albo uproszone trójwymiarowe bryły pokryte teksturami w niskiej rozdzielczości, rodem z wczesnych gier na Playstation. Żeby daleko nie szukać – w moim ostatnim materiale mówiłem o grze World of Horror, która nie dość, że naśladuje jednobitowy wygląd gier na wczesnego Macintosha, to na dodatek jej akcja rozgrywa się w latach osiemdziesiątych. 

Albo rzućmy okiem na nowe filmy i seriale telewizyjne składające się niemal wyłącznie z wizualnych i tematycznych komponentów klasyki kina lat osiemdziesiątych. Przeszłość nie odchodzi – nawiedza teraźniejszość i z roku na rok coraz mocniej dominuje nad przyszłością. Technologia cały czas się rozwija, ale popkultura wydaje się coraz bardziej zapętlona, i coraz mniej zainteresowana eksplorowaniem nowych estetyk, narracji czy form kulturowych. Fisher nazwał ten proces powolnym anulowaniem przyszłości. 

W momencie gdy nasza wyobraźnia zajmuje się nieustannym odtwarzaniem znanych i nieaktualnych trendów w kulturze, nie mamy już ani czasu ani nawet potrzeby, by wymyślać cokolwiek nowego. Powoli tracimy umiejętność kreowania nowych rzeczy. Mark Fisher porównuje ten stan do choroby znanej jako niepamięć zastępcza. Możecie kojarzyć ją z filmu Memento w reżyserii Christophera Nolana. Główny bohater Memento cierpi na niepamięć zastępczą – posiada wspomnienia tylko do pewnego momentu i nie jest w stanie nabywać nowych, przez co musi ratować się notatkami, tatuażami i zdjęciami tworzącymi kronikę wszystkiego, co przytrafiło mu się od tamtej pory. Według Fishera, nasza cywilizacja wygląda w podobny sposób – ponieważ nie jest już w stanie wytwarzać nowych idei, musi opierać się wyłącznie na przepisywaniu dawnych. 

Jeśli kupujecie tę interpretację współczesnej kultury masowej – a znam wiele osób, które ją odrzucają – w tym miejscu narzuca się pytanie… czy to dobrze czy źle? Albo inaczej – co to mówi o współczesnej kondycji społecznej, o naszych aspiracjach jako cywilizacji ludzkiej? Co sprawia, że zamiast próbować angażować się w nowe, niezbadane jeszcze obszary kultury, coraz częściej wolimy zaszyć się w komfortowym gnieździe uwitym ze znajomych rzeczy? Nie wydaje mi się, by istniała prosta odpowiedź na te pytania – ja przynajmniej takiej nie mam. 

Pozostaje mi jedynie polecić lekturę Ghosts of my Life Marka Fishera. W opisie tego materiału dam link do darmowej wersji angielskiego wydania cyfrowego. Książka, niestety, nie ukazała się jeszcze w naszym kraju. A szkoda, bo to bardzo inspirująca lektura. Fisher miał ogromny talent do klarownego i zrozumiałego opisywania złożonych filozoficznych idei. Wiem, że gdyby nie ten autor, ja sam prawdopodobnie nigdy nie zainteresowałbym się na poważnie postmodernizmem, więc jeśli stosunkowo dobrze władacie językiem angielskim, bardzo zachęcam do lektury. 

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...