czwartek, 6 grudnia 2018

Czy Zakon Feniksa to antifa?

fragment grafiki z Pottermore, całość tutaj.
Od pewnego czasu da się zauważyć na Facebooku pewien interesujący trend – bardzo często, gdy zaczyna toczyć się dyskusja o Harrym Potterze, pojawia się ktoś, kto wkleja hiperlink do grupy noszącej nazwę „i’m begging you please read another book” (błagam cię przeczytaj jakąś inną książkę). To – przyznam, że zrozumiały dla mnie – wyraz zmęczenia nieprzerwanie trwającym już od ponad dwudziestu lat fenomenem literackim i kulturowym, jakim jest seria książek autorstwa J.K. Rowling. Momentami naprawdę można odnieść wrażenie, że Harry Potter to jedyny istotny cykl powieściowy istniejący w naszym kręgu kulturowym – a osoby, które go nie znają (albo, poznawszy, nie przykładają do niego zbyt dużej wagi) mogą czuć się sfrustrowane i wyalienowane. Coś jak jedyny człowiek niebędący miłośnikiem piłki nożnej pracujący w miejscu, gdzie wszyscy są zapalonymi kibicami – po pewnym czasie najzwyczajniej w świecie chciałoby się porozmawiać o czymkolwiek innym niż kopanie piłki. I czasami w takich warunkach trudno powstrzymać się od pewnych złośliwości w stosunku do osób, które – nieświadomie, bez złych intencji, ale jednak – wykluczają nas z pewnych obszarów interakcji społecznych.

Ja jednak uważam, że (w przypadku Harry’ego Pottera – nie mam żadnych skonkretyzowanych opinii o piłce nożnej) warto te rozmowy prowadzić, nawet jeśli niekoniecznie zawsze prowadzą nas do jakichś odkrywczych wniosków. Siedmioksiąg o Chłopcu, Który Przeżył jest kulturowym fenomenem formatu Gwiezdnych Wojen – a im mocniej zakotwiczony w powszechnej świadomości tekst kultury, tym łatwiej traktować go jako pomost do rozmowy o znaczących rzeczach. To ważna funkcja społeczna kultury masowej – dawanie nam punktów odniesienia do rozmawiania o sprawach istotnych dla prawdziwego, pozafikcyjnego świata. Owszem, wiele z tych rozmów zatrzymuje się na poziomie porównywania nielubianych polityków do złoczyńców tego czy innego tekstu popkultury, ale przecież na tym dyskusja nie musi się wcale kończyć. Nie, nie uważam, by Harry Potter był dziełem znakomici rozbrajającym wszystkie społeczne i polityczne procesy, które opisuje w ramach opowiadania swojej historii – rzadko kiedy mamy do czynienia z tak komfortową sytuacją (a jeśli wykluczymy książki z oznaczeniem Świat Dysku na okładce, to już w ogóle szanse spadają niemal do zera), nie powinno nas to jednak zniechęcać do rozmów i myślenia.

Jakiś czas temu napisała do mnie w prywatnej wiadomości osoba zajmująca się prowadzeniem prelekcji kinowych dla dzieci w wieku szkolnym z pytaniem czy może w swojej pracy wykorzystać moją facebookową notkę o porównaniu Zakonu Feniksa z działalnością antify. Oczywiście się zgodziłem (choć pierwszy przyznam, że moja zgoda lub jej brak nie mają tu specjalnego znaczenia – to był krótki wpis z Internetu, który można spokojnie cytować bez oglądania się na zgodę autora czy jej brak), choć po pewnym czasie zorientowałem się, że tamten wpis, choć nie do końca błędny, w żadnym razie nie wyczerpuje tematu i nie kreśli pełnego obrazu tej analogii. A zatem… oto pełnowymiarowa blognnotka o tym, na ile (i czy w ogóle) można kreślić analogie pomiędzy antifą, a fikcyjną organizacją czarodziejów oraz czarodziejek walczących ze śmierciożercami. Mam nadzieję, że uda mi się nie denerwować nią zbyt wielu osób.

Zacznijmy od tego, czym tak właściwie jest antyfaszyzm, bo krąży na ten temat wiele mitów i przekłamań – część z nich wynika ze zwykłego niedoinformowania, część z ignorancji, część ze złej woli osób powtarzających te mity i przekłamania. Oliver „Olly” Thorn, autor kanału na YouTube Philosophy Tube stworzył w 2017 roku materiał video noszący tytuł The Philosophy of Antifa, w którym w bardzo przystępny sposób tłumaczy wszelkie zawiłości związane z tym terminem i reprezentowanym przez niego ruchem społecznym. Video jest naprawdę dopracowane i posiada nawet włączenia polskich napisów – ma jednak tę wadę, że trwa ponad godzinę i nikogo nie chciałbym zmuszać do zapoznawania się z taką kobyłą (choć zarazem bardzo do tego zachęcam). W skrócie zatem – antyfaszyzm, jak sama nazwa wskazuje, jest społeczną postawą mającą na celu powstrzymanie dominacji faszyzmu w sferze publicznej. Można to robić na wiele sposobów. Antyfaszystowskim działaniem jest na przykład zmywanie graffiti z antysemickimi i nazistowskimi komunikatami, zdrapywanie wlepek organizacji faszystowskich (pamiętajcie, by zawsze używać kluczy, bo często zaklejają za nimi żyletki – tę taktykę wykorzystują też zresztą środowiska antyaborcyjne), alarmowanie ośrodków kultury w sytuacjach, gdy organizacje faszystowskie chcą wykorzystać je do szerzenia antysemickich treści, ujawnianie powiązań indywidualnych faszystów albo całych organizacji faszystowskich z organizacjami publicznymi, apelowanie do księgarń i dystrybutorów, by nie sprzedawały propagandowych książek pisanych przez faszystów – ostatnio pod naporem fali krytyki Empik wycofał się ze sprzedaży książki byłego księdza i (obecnego) nazisty Jacka Międlara. Antyfaszyzmem mogą być również działania mniej bezpośrednie, jak choćby pomoc byłym neonazistom w powrocie na łono społeczeństwa, ochrona ich przed niegdysiejszymi kolegami, pomaganie w usunięciu tatuaży z nazistowskimi symbolami oraz znalezieniu nowej pracy i odcięciu się od poprzedniego środowiska; oraz ochrona marszy i parad przed brutalnymi kontrmanifestacjami organizowanymi przez faszystów.

Antifa nie jest jednak organizacją w takim sensie, w jakim jest nią, dajmy na to, partia polityczna czy organizacja religijna. Nie ma żadnego prezydenta czy wodza, nie da się wstąpić ani wystąpić z antify, nie istnieje żaden scentralizowany ośrodek koordynacji działań antyfaszystów na całym świecie. Antyfaszyzm jest trochę jak feminizm w tym sensie, że reprezentuje pewien określony nurt społeczny, ale w jego ramach istnieje wiele odmian, sposobów myślenia i działania oraz mimo rozproszenia i pozbawienia wewnętrznej hierarchii posiada wspólne tradycje i rozpoznawalną ikonografię. Antifa sama w sobie jest ruchem, z którym identyfikują się raczej osoby z lewej strony politycznego spektrum, nic nie stoi jednak na przeszkodzie by ludzie o liberalnej czy nawet konserwatywnej wrażliwości (albo osoby identyfikujące się jako apolityczne, którym zależy na rozwiązaniu określonych problemów społecznych bez wpisywania się w określoną narrację polityczną) włączali się do działań antyfaszystowskich. Poprzez fakt, iż działania antify są uzależnione od lokalnych potrzeb i czynników oraz elastyczne można, w zależności od sytuacji, popierać niektóre posunięcia antify, a niektóre nie, albo angażować się tylko częściowo, albo wejść w (zawsze żywy) dyskurs odnośnie stosowanych w danych sytuacjach taktyk.

Zanim przejdziemy do Zakonu Feniksa, przyjrzyjmy się najpierw Śmierciożercom. Na ile uzasadnione jest określanie działalności Voldemorta i jego popleczników mianem faszyzmu? Ostatecznie nie każde zło ma faszystowski charakter, nie każdy autorytaryzm to faszyzm i nie możemy nadużywać tego terminu, ponieważ prowadzi to do jego dewaluacji, a to bardzo niebezpieczny proces, który pozwala realnie istniejącym i działającym faszystom zasłaniać się prawem Godwina albo przemycać swoje postulaty naklejając na nie inne określenia. Do najpowszechniejszych cech faszystowskich ustrojów i nurtów politycznych należy odrzucanie demokracji na rzecz dyktatury (coś, do czego dąży Voldemort infiltrując Ministerstwo Magii i umieszczając w nim własnych ludzi oraz manipulując za pomocą zaklęcia Imperius kluczowymi politykami), skłonność do militaryzacji i nadzoru oraz kontrolowania obywateli na wielu szczeblach ich życia (słynne, makabryczne oko wydłubane Moody’emu i umocowane w drzwiach gabinetu Umbridge, nieustannie śledzące i kontrolujące urzędników Ministerstwa Magii), odwoływanie się do dawnej chwały i czasów minionej świetności oraz szukanie wroga odpowiedzialnego za zmianę stanu rzeczy na gorsze (ideologia czystej krwi i „problem” czarodziei mugolskiego pochodzenia, którzy rzekomo psują społeczność brytyjskich magów) oraz rasizm. Autorka wielokrotnie kreśli zresztą paralele między ideologią czystej krwi i drugowojennym nazizmem, robi to również tłumacz, wprowadzając do polskiej wersji Insygniów Śmierci termin „szmalcownicy” używany w czasach II Wojny Światowej na określenie ludzi donoszących nazistom na ukrywających się Żydów.

Podobieństw między antyfaszystami, a Zakonem Feniksa jest sporo i wyłapywanie analogii samo w sobie jest fascynującym doświadczeniem. Zaangażowanymi w antifę osobami są często przedstawiciele zepchniętych na margines mniejszości społecznych – w Zakon zaangażowany jest wilkołak Lupin i półolbrzym Hagrid, którzy przez wzgląd na swoją odmienność mają problem w odnalezieniu się w konserwatywnym społeczeństwie czarodziejów. Na rzecz Zakonu Feniksa aktywnie działa również Severus Snape, co jest interesującą analogią zreformowanych faszystów, którzy po odrzuceniu sentymentów faszystowskich i odcięciu się od tego środowiska dołączają do organizacji antyfaszystowskich. Tak, wiem że motywacje Snape’a są przedmiotem nieprzerwanych dyskusji, ale technicznie rzecz biorąc łapie się do kategorii, o którą mi tu chodzi. Osoby, które wcześniej romansowały z problematyczną ideologią (Dumbledore) czy takie, które straciły rodziny wskutek działań śmierciożerców (Harry) oraz te, które po dojściu Voldemorta i jego popleczników do władzy będą w sytuacji zagrożenia życia (czarodziejka mugolskiego pochodzenia Hermiona) również włączają się do działań Zakonu.

Z niejakim rozbawieniem uświadomiłem sobie, że Zakon Feniksa wykorzystuje najbardziej radykalne i kontrowersyjne taktyki walki ze śmierciożercami – bezpośrednia przemoc (liczne starcia jeszcze nawet przed odzyskaniem pełni sił przez Voldemorta), infiltracje szeregów śmierciożerców celem zidentyfikowania ich, walka z aurorami w sytuacji, gdy ich działania służą – nawet nieświadomie – sprawie Voldemorta, pośrednia i bezpośrednia odpowiedzialność z szkody i zniszczenia poczynione wskutek starć z wrogiem. Za każdym razem gdy organizacje antyfaszystowskie angażują się w podobne działania jest to przedmiotem wielkiego wzburzenia społeczeństwa, zainteresowania mediów i nieustannie powracających dyskusji odnośnie granic defensywnej przemocy. O ile Zakon Feniksa niekoniecznie jest idealną analogią dla antify – z przyczyn, o których napiszę za moment – o tyle Harry Potter dostarcza dzięki niemu poręcznych narzędzi retorycznych tłumaczących te zachowania. Antyfaszyści zasłaniają twarze w trakcie demonstracji na marszach i budzi to niepokój osób twierdzących, że jeśli ukrywasz swoją tożsamość, to znaczy że masz nieczyste sumienie? Cóż, członkowie Zakonu Feniksa korzystali z modyfikującego wygląd eliksiru wielosokowego, by utrudnić śmierciożercom identyfikację ich tożsamości. Antifa bije się z policją, a zatem jest tak samo zła jak faszyści? Dumbledore w piątym tomie walczył z próbującymi go aresztować aurorami – którzy nie byli śmierciożercami ani nie znajdowali się pod kontrolą Imperiusa, po prostu wykonywali rozkazy głupich polityków, którzy nie rozumieli skali zagrożenia. Można sarkać na masy, które bez przerwy odtwarzają raz po raz te same dyskusje na temat Harry’ego Pottera w mediach społecznościowych – można też jednak wykorzystać to jako okazję do porozmawiania o czymś ważnym językiem czytelnych dla tych mas metafor i w ten sposób wytłumaczyć pewne społeczne procesy. Jasne – Harry Potter nie jest do tego narzędziem idealnym, ale też kultura nie działa w taki sposób, że zawsze dostarcza nam idealnych narzędzi do opisu i zrozumienia rzeczywistości.

Porównywanie Zakonu Feniksa z działającymi w realnym świecie nieformalnymi organizacjami antyfaszystowskimi traci jednak sens gdy uświadomimy sobie, jak niewiele w gruncie rzeczy czarodzieje zaangażowani w Zakon wykonują działań u samych podstaw. Olbrzymią częścią wykonywanej przez antifę pracy jest dbanie o to, by faszyzm nie miał podatnego gruntu na społeczny rozrost. To przecież nie jest tak, że ludzie zostają faszystami sami z siebie – musi istnieć jakiś powód, dla którego decydują się na taki krok. Jednym z najpowszechniejszych powodów jest frustracja związana z niemożnością zaspokojenia własnych egzystencjalnych potrzeb. Z tego też powodu tak wielu antyfaszystów identyfikuje się z opcjami politycznymi nieprzychylnymi kapitalizmowi – ponieważ nierówności ekonomiczne są jednym z kluczowych powodów takiego stanu rzeczy. Z tego też powodu wiele działań antify skupia się na, w granicach możliwości, rozładowywaniu tej frustracji przez próby eliminowania jej przyczyn – stąd wielu osób identyfikujących się z antyfaszyzmem udziela się w wolontariatach, angażuje w prowadzenie przytułków dla bezdomnych i lokalną samopomoc. Poza tym antyfaszyzm to również nieprzerwana kampania informacyjna, identyfikująca środowiska radykalnych, tłumaczenie ludziom procesów społecznych potencjalnie wiodących do faszyzmu i proponowanie zdrowszych alternatyw.

Zakon Feniksa tego nie robi. To ruch czysto reakcyjny – po zakończeniu pierwszej wojny z Voldemortem organizacja została rozwiązana i nie kontynuowała swojej działalności. Tymczasem o ile Czarny Pan został pokonany (jak się okazało, tylko tymczasowo), o tyle społeczne powody, dla których udało mu się zdobyć tylu sojuszników zostały zignorowane. Spychanie na margines społeczny mniejszości, wygodna eksploatacja innych rozumnych ras magicznych przez ludzkich czarodziei, przekonanie o inherentnej wyższości czarodziei czystej krwi nad wszystkimi innymi… gdyby antifa istniała w świecie Harry’ego Pottera, jej działania po pokonaniu Voldemorta skupiałyby się na próbach włączenia do magicznej społeczności mugoli, szukanie sposobu na to, by umożliwić skrzatom domowym niezależność od swoich właścicieli w sposób, który nie będzie budził ich dyskomfortu (coś, co do pewnego momentu stara się robić Hermiona, a co na kartach książek prezentowane jest jako źle ukierunkowane dobre intencje), popieranie emancypacyjnych postulatów goblinów… próby realnej transformacji społeczeństwa na bardziej otwarte. O ile niektórzy członkowie Zakonu starają się, do pewnego stopnia, podejmować takie próby – Dumbledore dający pracę wilkołakowi Lupinowi – o tyle są one raczej listkiem figowym i plasterkiem na otwarte złamanie niż czymkolwiek poważniejszym.

Czarodziejski światek przechodził ten cykl już co najmniej trzykrotnie – najpierw z Grindelwaldem, potem dwa razy z Voldemotem. Na początku pojawia się jednostka, która potrafi zagospodarować społeczne sentymenty (i resentymenty) celem uzyskania faszystowskiej władzy, a gdy zostaje powstrzymana, nie zachodzi żadna społeczna zmiana, żadna refleksja czy trwały kontrkulturowy ruch, który funkcjonowałby analogicznie do „naszej” antify – kontestował zastaną rzeczywistość, starał się diagnozować przyczyny problemów i aktywnie działał, by je wyeliminować zamiast skupiać się wyłącznie na objawowym leczeniu w momencie, gdy mleko już się wylało. Zakon Feniksa to fantazja o zwyczajnych dobrych ludziach, którzy w chwili potrzeby biorą sprawy w swoje ręce i powstrzymują zło, przywracając wcześniejszy porządek i „normę”, od której odstępstwem jest aberracyjna ideologia czystej krwi. Problemem jest natomiast to, że w prawdziwym świecie rzadko kiedy tak to funkcjonuje – głównie dlatego, że faszystowska „aberracja” jest na ogół bezpośrednim rezultatem tego, w jaki sposób funkcjonuje norma społeczna. Rzeczywistość czarodziejów ze świata Herry’ego Pottera jest naszpikowana uprzedzeniami w stosunku do innego – mugola, mugolaka, goblina, charłaka, centaura, półolbrzyma, wilkołaka, skrzata domowego, lista ciągnie się bez końca – i jest to powszechnie akceptowalne status quo. Nierówności społeczne, nieprzepracowane uprzedzenia i systemowa niesprawiedliwość to grunt, na którym bardzo łatwo wyhodować faszyzm – wskazać „innego”, odwołać się do „tradycji”, przekierować społeczny gniew na korzystne dla siebie tory i (możliwe, że najważniejsze) przekonać większość ludzi, że „to nie jest ich sprawa”.

Czy Zakon Feniksa to antifa? Zadane w tytule tej notki pytanie miało na celu – jak każdy tytuł – przyciągnięcie uwagi do tego tekstu. Ciężko jest odpowiedzieć na nie bez jego wcześniejszej dekonstrukcji. Zakon Feniksa jest fikcyjną organizacją działającą w fikcyjnym świecie rządzącym się abstrakcyjnymi i często bardzo niejasno opisanymi zasadami, przez co kreślenie jednoznacznych analogii – za którymi pójdą jednoznaczne odpowiedzi – jest prawie niemożliwe. W gruncie rzeczy nie ma to naprawdę tak wielkiego znaczenia. Można i trzeba krytykować Rowling za wiele decyzji artystycznych i fabularnych, jakie podjęła w trakcie tworzenia cyklu o Harrym Potterze (oraz wiele lat później), warto jednak wykorzystać fakt, że w wielu innych aspektach udało jej się powiedzieć coś intersującego o świecie i dostarczyć wielu poręcznych retorycznych narzędzi, którymi możemy wytłumaczyć sobie i innym niektóre procesy, jakie zachodzą w prawdziwym świecie.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...