czwartek, 27 września 2018

Droga Białego Wilka 06 – Ostatnie życzenie

fragment grafiki z gry The Witcher 3, całość tutaj.

Jak pewnie zauważyłyście, kochane osoby czytające ten tekst, gdy piszę blognotki o poszczególnych opowiadaniach autorstwa Andrzeja Sapkowskiego bardzo lubię nakreślić wcześniej źródła motywów, jakie wykorzystuje w nich autor. Przyznam, że robię to bardziej z własnej potrzeby ubarwienia i rozwinięcia artykułów, ponieważ Sapkowski rzadko kiedy wykorzystuje wspomniane wątki i motywy w sposób, który byłby zależny od znajomości materiału źródłowego – można w pełni cieszyć się lekturą Wiedźmina (opowiadania) nawet nie mając świadomości, że jest on luźną adaptacją babiogórskiej legendy o strzydze nawiedzającej kościół, nieznajomość Pięknej i Bestii nie okrada Ziarna prawdy z tego, co w tym tekście najważniejsze, a studiowanie mało znanych baśni braci Grimm może, ale niekoniecznie musi ubogacić czytelnika o nowe konteksty Kwestii ceny. Sapkowski intertekstualne nawiązania przeważnie rozgrywa na własnych warunkach, bawi się nimi, ale nie pozwala, by ograniczały go one w jakikolwiek sposób. Z tego też względu wahałem się czy zawrzeć w tej notce kontekst nawiązań z Ostatniego życzenia, bo jest on w zasadzi irrelewantny dla samego opowiadania – uznałem jednak, że sam w sobie jest na tyle interesujący, by warto było poświęcić mu chwilę uwagi. Niezainteresowanym doradzam przeskoczenie kilku pierwszych akapitów notki. 

Baśń Cudowna lampa Aladyna tradycyjnie kojarzona jest z Księgą tysiąca i jednej nocy, arabskim zbiorem opowieści, który w (mniej więcej) formie, jaką znamy obecnie został spisany w XV wieku, choć jego rodowód sięga znacznie głębiej, bo pierwsze wersje manuskryptu datuje się już na okolice VIII wieku. Pierwotnie były one tłumaczeniami baśni perskich i hinduskich na język arabski – rdzennie tureckie, syryjskie, żydowskie i perskie opowieści dodawane były dopiero później. Z upływem lat zbiór wzbogacany był o nowe historie, aż w XVIII wieku zainteresowała się nim zachodnia cywilizacja. Co ciekawe, istnieje niewiele przesłanek odnośnie tego, że Księga tysiąca i jednej nocy była jakkolwiek istotnym dziełem dla kultury świata arabskiego – w arabskim średniowieczu fikcja literacka miała stosunkowo niski status, poza tym Księga zawierała w sobie opowieści ludowe, tworzone przez osoby z nizin społecznych. Łatwo to zresztą zauważyć w treści wielu baśni, bo w rolach negatywnych często pojawia się tam arystokracja i przedstawiciele władzy, a dworskie luksusy opisywane są z fantastyczną przesadą właściwą ludziom, którzy nigdy ich nie doświadczali. Można wysuwać tezę, że z Księga tysiąca i jednej nocy znacznie większy wpływ miała na kulturę (ogólnie pojmowanego) Zachodu niż miejsca ich pochodzenia. 

Pierwszym europejskim tłumaczem z Księgi tysiąca i jednej nocy był orientalista Antoine Galland, który dokonał translacji tekstu na język francuski, wzbogacając przy okazji Księgę o kilka arabskich baśni, które do tej pory nie były z nią kojarzone. Jedną z nich była właśnie Cudowna lampa Aladyna. Galland w swoich dziennikach wspomina, że usłyszał ją od syryjskiego gawędziarza imieniem Youhenna Diab. Co ciekawe, nie istnieją żadne wcześniejsze źródła stwierdzające istnienie tej legendy, możliwe zatem, że Diab sam ją wymyślił albo nawet – że zrobił to Galland. Nie jest to zresztą jedyny tego typu dodatek, bo Ali Baba również nie występował w arabskim oryginale i zaistniał dopiero we francuskim przekładzie Księgi i w tym wypadku również nie ma żadnych wcześniejszych wiarygodnych zapisów tej legendy. Czy faktycznie jest zatem Cudowna lampa Aladyna zapisem autentycznej starej arabskiej opowieści, czy została sfabrykowana przez syryjskiego przewodnika turystycznego albo francuskiego turystę? Nie wiemy i po takim czasie ciężko jest dywagować – osobiście obstawiałbym bramkę numer dwa. Nie, żeby po tylu latach miało to w interesującym nas kontekście jakieś znaczenie, bo Cudowna lampa Aladyna na stałe wpisała się w kulturowe DNA – była wielokrotnie adaptowana, ekranizowana, remiksowana i twórczo przetwarzana na wszelkie możliwe sposoby. 

Najpopularniejszą wersją opowieści jest prawdopodobnie disnejowski film animowany z 1992 roku, który na wiele sposobów dość mocno odchodzi od literackiego pierwowzoru (jeśli przyjmiemy, że pierwowzorem jest wersja Gallanda). Przede wszystkim zmieniło się miejsce akcji – oryginalna opowieść rozgrywa się bowiem w… Chinach. Przynajmniej nominalnie, ponieważ wszystko skazuje raczej na dość typowy kraj arabski – nie mamy Cesarza tylko Sułtana, przez opowieść przewija się pewien żydowski kupiec, zaś bohaterowie w znakomitej większości są muzułmanami. Prawdopodobnie autor oryginalnej opowieści chciał osadzić ją w jakiejś odległej, egzotycznej (z arabskiego punktu widzenia) krainie, ale niekoniecznie znał jej kulturę. Na tym zresztą różnice się dopiero zaczynają, bo zamiast jednego dżina w oryginale mamy aż dwóch – słabszego, z pomocy którego korzysta Aladyn, by za namową czarnoksiężnika (który podaje się za jego wuja) wydobyć z groty skarbów lampę z drugim, silniejszym dżinem. Dość istotną rolę w oryginale pełni również matka Aladyna, Jafar nie pojawia się w ogóle, córka sułtana nosi imię Badroulbadour. Różnic jest oczywiście znacznie więcej, ale – jak już wspominałem – nie są one specjalnie istotne, bo Sapkowski z materiału źródłowego zaczerpnął wyłącznie dżina. 

Bardzo podoba mi się samo otwarcie Ostatniego życzenia – Jaskier i Geralt próbują złowić suma, nieustannie przekomarzając się przy tym. Niespodziewana manifestacja dżinna i całe zamieszanie, jakie rozgrywa się zaraz potem chwyta nas całkowicie z zaskoczenia. W jednej chwili obserwujemy sielankową sytuację – dwóch przyjaciół łowi ryby – która w ciągu kilku akapitów zmienia się w tragikomiczną walkę o życie z potężnym monstrum. Tragikomiczną, bo Jaskier nie nadąża za wydarzaniami i recytuje listę swoich życzeń rozwścieczonemu potworowi, który zamierza barda udusić, ale nadal intensywną i desperacką. Komizm jest w ogóle interesującym elementem tego opowiadania, bo służy on uczłowieczeniu Geralta, który przez całe Ostatnie życzenie robi z siebie głupka. Czasami w krotochwilny sposób – jak gdy, nieświadomy znaczenia „egzorcyzmu”, którego w przeszłości nauczyła go jakaś kapłanka, recytuje jego treść postronnym – czasami w mroczniejszy, znów tragikomiczny – jak gdy Yennefer przejmuje kontrolę nad jego ciałem i wysyła w miasto celem złojenia skóry mężczyznom przy władzy, którzy narazili się czarodziejce z tych czy innych względów. Opowiadanie pokazuje, że Geralt – choć to wyćwiczony wojownik o nadludzkim refleksie – nie jest niepokonany, wciąż istnieje na świecie niemało osób, które przewyższają go pod względem potęgi. Do tego momentu gdy Geralt sięgał po miecz wynik starcia był już przesądzony, szczególnie jeśli walczył z ludźmi, nie z potworami. W Ostatnim Życzeniu wiedźmiński miecz przydaje mu się mniej więcej w takim stopniu, w jakim sprawdziłby się patyk znaleziony w lesie, bo magicy operują na zupełnie nieporównywalnym poziomie mocy. 

Jako, że to opowiadanie, w którym debiutuje Yennefer, przyjrzyjmy się, w jaki sposób Sapkowski przedstawia tę bohaterkę czytelnikom. Dowiadujemy się, że czarodziejka jest nonkonformistką – rezyduje w Rinde „na dziko”, zarówno wbrew Radzie Czarodziejów, jak i włodarzy miasta, dzięki czemu monopolizuje lokalny rynek usług magicznych. Wiemy również – co jest zresztą jedną z jej głównych motywacji w tym opowiadaniu – że nienawidzi bycia traktowaną w przedmiotowy sposób. Wiemy, że czarodziejki w uniwersum wiedźmina w toku swojej magicznej edukacji w razie konieczności przechodzą szereg operacji plastycznych i że Yennefer urodziła się zdeformowana, którą to deformację dzięki takim zabiegom naprawiono, robiąc z bohaterki przedstawicielkę specyficznego typu urody – klinicznej, budzącej bliżej nieokreślony dyskomfort doskonałości. 

W przeciwieństwie do kapłanek i druidek, które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki, czarodzieje przyjmowali każdą, która zdradzała predyspozycje. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania, wkraczała magia – prostująca i wyrównująca nogi, reperująca źle zrośnięte kości, łatająca zajęcze wargi, usuwająca blizny, znamiona i ślady po ospie. Młoda czarodziejka stawała się „atrakcyjna”, bo wymagał tego prestiż jej profesji. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską, ukrytej nie dlatego, by je uszczęśliwić, a wyłącznie dla prestiżu profesji. 

I to ma gigantyczne znaczenie dla kształtowania się charakteru Yennefer, która – jak wiemy z końcówki opowiadania – była garbuską, z pewnością znoszącą w dzieciństwie liczne upokorzenia z uwagi na swój wygląd. Gdy jej ciało zostało magicznie naprawione nie zrobiono tego dla niej, jako proces wiodący do uzdrowienia młodej kobiety, ale dla prestiżu jej profesji – ponieważ magowie dysponujący władzą czarodziejską oraz silnymi wpływami politycznymi muszą wglądać idealnie. Z tego względu nigdy do końca nie przepracowała traumy związanej z kalectwem, ponieważ nie było żadnego emocjonalnego procesu wychodzenia z tego stanu – po prostu ktoś wziął jej ciało i je naprawił, niespecjalnie przejmując się tym, co myśli i czuje sama zainteresowana. Nie twierdzę bynajmniej, że Yennefer preferowałaby pozostanie ze swoją przyrodzoną deformacją, ale czym innym jest świadomy proces emocjonalny i decyzyjny mający na celu wyjście z kalectwa, a czym innym przedmiotowe potraktowanie celem zachowania, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, profesjonalnego brandu marki. 

Yennefer pragnie więc podmiotowości – i to pragnienie realizuje niekoniecznie respektując podmiotowość innych osób, w tym Geralta, którego w magiczny sposób hipnotyzuje i szczuje go na członków rady miejskiej, którzy wypowiadali się o czarodziejce w obraźliwy sposób i rzucali jej kłody pod nogi. Sam Geralt „zawinił” Yennefer tym, że gapił się na jej ciało w trakcie pierwszej rozmowy tych dwojga – innymi słowy, uprzedmiotawiał ją swoim spojrzeniem. To stawia ją raczej w kategorii antybohaterek, jednak jest w Yennefer znacznie więcej interesujących niuansów pogłębiających postać. Gdy Geralt wdarł się do jej sypialni, jednym z pierwszych pytań, jakie zadała mu czarodziejka dotyczyło tego, czy nie skrzywdził właściciela domu. Po tym jak wykorzystała już Geralta do swojej osobistej zemsty na członkach rady miejskiej, poświęciła czas i energię, by odesłać Jaskra do wiedźmina i upewnić się, że bard wypowie życzenie „Chcę, by wiedźmin został uznany za niewinnego”. W tamtym momencie myślała, że to Jaskier, nie Geralt jest osobą, której życzenia spełnia dżinn – ale mogła przecież, znacznie mniejszym nakładem sił, zmanipulować Jaskra, by wypowiedział jakiekolwiek życzenie i uwolnił demona, pozwalając Yennefer na schwytanie go i przejęcie jego mocy. Zamiast tego zadbała o to, by Geralt nie odpowiedział za czyny, których dopuścił się pozostając pod jej kontrolą oraz o to, by Jaskier wydostał się z zagrożonej poczynaniami dżinna strefy miasta. Yennefer jest żądna władzy, cyniczna i samolubna, ale nie jest złą do szpiku kości osobą – jest, jak większość bohaterów u Sapkowskiego, złożona. 

Najciekawszym pytaniem całego opowiadania jest dla mnie kwestia tego, czemu właściwie Geralt zakochał się w Yennefer. Oczywiście, miłość nie musi mieć żadnego racjonalnego powodu, ale w fikcji (literackiej i nie tylko) powinien istnieć jakiś możliwy do zaobserwowania emocjonalny proces, który uprawomocni uczucie łączące dwoje bohaterów. W przeciwnym wypadku odbiorcy będą zarzucali takiemu wątkowi, że jest wymuszony, a bohaterowie „nie mają między sobą chemii”. Wiedźmin zakochał się w osobie, która go wykorzystała, oszukała i naraziła na niebezpieczeństwo jego najlepszego przyjaciela… co tu się właściwie stało? Wiemy, że odczuwał do Yennefer pożądanie, ponieważ Sapkowski wyraźnie zaznacza w narracji, że Geralt gapił się na jej ciało w każdym momencie, w jakim tylko miał taką możliwość, ale budowanie relacji tego rodzaju, jaka została wybudowana między Geraltem, a Yennefer wyłącznie na seksualnym pociągu nie jest specjalnie fortunne. Na szczęście sytuacja jest nieco bardziej złożona. 

Przyjrzyjmy się, co oboje mają ze sobą wspólnego. Zarówno wiedźmin, jak i czarodziejka mimowolnie zostali poddani cielesnym transformacjom w imię wyższego (a przynajmniej – cudzego) celu. Uprzedmiotowienie, o którym pisałem wyżej dotyczy również Geralta. Pokrewne doświadczenia to mocny fundament pod relację, szczególnie, że na tym się nie kończy. Geralt widzi, w jaki sposób Yennefer radzi sobie z tym poczuciem przedmiotowości – bezkompromisowo walcząc o zyskanie upodmiotowienia, w tym konkretnym przypadku poprzez moc dżinna, w szerszym zakresie poprzez negowanie narzucanych (przez Radę Magów, przez rajców miejskich) jej zasad. Musi go to pociągać, szczególnie że do niedawna sam wiązał sobie ręce – niekoniecznie istniejącym – wiedźmińskim kodeksem. Podobnie jak Duny w Kwestii Ceny, Yennefer służy mu tutaj za przykład, w jaki sposób można podważać własną rolę społeczną. To oczywiście tylko moje dywagacje, ponieważ w tekście taka interpretacja nie jest zasygnalizowana – nie jest jednak zasygnalizowana również żadna inna, więc uprawniony jestem do swobodnego teoretyzowania na ten temat. 

Jedynym tropem jest postać osiadłego elfa Chireadana, nieco melancholijnego osobnika, który również zakochany jest w Yennefer. Jego rola w fabule Ostatniego życzenia nie do końca pozostaje oczywista – służy głównie jako informator wypełniający luki w geraltowej pamięci po tym, jak wiedźmin został zahipnotyzowany przez Yennefer oraz opowiadał mu o samej czarodziejce. Poza tym jest jedyną osobą, z którą Geralt ma możliwość rozmowy o swoich uczuciach (Jaskier jest chwilowo zajęty byciem damą w opałach), co jest o tyle korzystne, że obaj współdzielą miłość do jednej osoby. Co ciekawe, nie powoduje to jednak konfliktu między nimi. Chireadan zdaje się być raczej pogodzony z tym, że jego uczucie nigdy nie zostanie odwzajemnione – może to kwestia faktu, że jest (prawdopodobnie stosunkowo wiekowym) elfem i miał już na tyle liczne doświadczenia z zakochiwaniem się, by potrafić spojrzeć na to z odpowiednim dystansem: 

– Ty ją...Ty ją...
– Nie lubię wielkich słów – przerwał elf, uśmiechając się smutno. – Jestem nią, nazwijmy to, mocno zafascynowany. Dziwisz się zapewne, jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona?
Geralt przymknął oczy, by przywołać w pamięci obraz. Obraz, który go w niewytłumaczalny sposób, nazwijmy to, unikając wielkich słów, fascynował.
– Nie, Chireadan – powiedział. – Nie dziwię się. 


To kolejna z tak lubianych przez Andrzeja Sapkowskiego narracyjnych subwersji – zamiast rzucić się sobie do gardeł obaj zakochani w tej samej kobiecie mężczyźni wykorzystują to uczucie jako pomost do wzajemnego zrozumienia. 

Jest temat, o którym muszę napisać, choćby tylko z tego powodu, że gdy rozpoczynałem ten cykl notek kilka osób pytało mnie, co o tym sądzę i obiecałem, że przyjrzę się sprawie w stosownym momencie. Ten moment właśnie nadszedł – musimy porozmawiać o naturze tytułowego ostatniego życzenia, jakie wymówił Geralt. Lubczyki, eliksiry i zaklęcia miłosne oraz życzenia romantycznej natury są w fantastyce bardzo problematycznym motywem. I nie ma co się dziwić, ostatecznie najczęściej nadprzyrodzone wpłynięcie na uczucia jakichś osób odbywają się bez wiedzy i zgody samych zainteresowanych. Ktoś podający komuś eliksir czy rzucający zaklęcie robi to, by zmienić nastawienie innej osoby w sposób, który nie pozostawia tej osobie żadnej decyzyjności. Nie różni się to więc specjalnie od podania komuś narkotyków czy upicia celem zyskania nad tą osobą przewagi i wymuszenie na niej zachowań, których nie dopuściłaby się w swoim poprzednim stanie umysłu. Jest w tym bardzo, bardzo mało z romantyczności i bardzo, bardzo wiele z gwałtu. 

Widziałem co najmniej kilka dyskusji o tym, czy życzenie Geralta podpada pod tę kategorię. Odpowiedź brzmi „nie wiemy”, ponieważ nie znamy dokładnej, ani nawet przybliżonej treści życzenia, jakie wypowiedział wiedźmin. Na podstawie reakcji innych bohaterów możemy jednak dywagować jak ono brzmiało i jest całkiem sporo przesłanek ku temu, że jednak najsłynniejsza historia miłosna w dziejach polskiej fantastyki nie zaczęła się od czarodziejskiej wersji podania pigułki gwałtu. Najpierw jednak przyjrzyjmy się całej sytuacji krok po kroku. Yennefer schwytała dżinna w magiczną pułapkę, jednak nie była w stanie go usidlić na dobre, ponieważ – o czym jeszcze nie wiedziała – to nie Jaskier mógł zwolnić dżinna wypowiedzeniem trzech życzeń, tylko Geralt, ponieważ to on, nie bard, trzymał pieczęć, z którą monstrum było powiązane. Geralt postanawia udać się do miejsca, w którym czarodziejka zmaga się z potworem przez portal, którym przeniosła Jaskra w bezpieczne miejsce. Jego motywacje są w tym momencie czytelne, ponieważ zostały podkreślone dialogiem z Chireadanem: 

– Idziesz tam... bo musisz, prawda?
Geralt zawahał się. Zdawało mu się, że czuje zapach bzu i agrestu.
– Chyba tak – powiedział z ociąganiem. – Muszę. Przepraszam cię, Chireadan...
– Nie przepraszaj. Wiem, co czujesz.
– Wątpię. Bo ja sam tego nie wiem.
Elf uśmiechnął się. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością.
– Na tym to właśnie polega, Geralt. Właśnie na tym. 

Geralt dostaje się do dewastowanej przez dżinna karczmy, dołącza do Yennefer, po kilku akapitach nieporozumień i teleportacyjnej szamotaniny tłumaczy czarodziejce, że dżinn jest nie do schwytania, bo ostatnie życzenie nie zostało jeszcze wypowiedziane przez osobę, która do tych życzeń jest uprawniona – wiedźmina Geralta z Rivii. Akcja przenosi się do Jaskra i spółki, którzy obserwują tę katastrofę z bezpiecznej odległości i kapłan Krepp tłumaczy, że tak czy inaczej los tej dwójki jest przesądzony, bo zwolniony z życzeń Dżinn nie podda się, tylko zmiecie z powierzchni ziemi wszystko na swojej drodze. Utrzymuje jednak, że istnieje mała szansa na ocalenie obojga:


Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem, napluł na niego, rzucił w błoto i rozdeptał, powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach.
– Przecież on... – jęknął nagle. – Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją, i siebie! Panie Krepp!
– To nie takie proste – zastanowił się kapłan. – Ale gdyby... Gdyby wyraził właściwe życzenie... Gdyby jakoś powiązał swój los z losem... Nie, nie sądzę, żeby na to wpadł. I chyba lepiej, żeby nie wpadał.

To niejasna i łatwa do przegapienia, ale bardzo istotna wskazówka co do natury życzenia, jakie ostatecznie wypowiedział wiedźmin. Kreppowi prawdopodobnie chodziło o powiązanie losów Geralta i Yennefer. Wiemy zresztą, że tak się właśnie stało (skąd – o tym za moment) i po tym dżinn odleciał, zaniechawszy zemsty na czarodziejce i wiedźminie. Przedtem jednak Yennefer stara się jeszcze manipulować Geraltem, by zmusić go do jak najszybszego wypowiedzenia życzenia. Po kilku nieudanych strzałach proponuje mu człowieczeństwo, poniekąd trafnie przeczuwając, że jest to jedno z największych pragnień bohatera, wiedźmin orientuje się jednak, że pragnie czegoś innego. W tym samym momencie orientuje się w końcu co do natury kalectwa Yennefer – i natychmiast wyrzuca tę myśl z głowy, ze strachu, że Yennefer odczyta w jego umyśle, iż on wie, że piękna czarodziejka była kiedyś zdeformowaną garbuską i widmo tej deformacji prześladuje ją do dnia dzisiejszego i nawet w tej chwili nie daje jej spokoju. I w tym właśnie momencie wypowiada życzenie, którego treści nigdy nie poznajemy. Poznajemy za to reakcję Yennefer, która mówi nam naprawdę sporo: 


– Twoje życzenie – szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. – Nie wiem, czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Nie wiem, czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. Ale jeżeli tak, to skazałeś się. Skazałeś się na mnie


Zwróćmy uwagę na dobór sformułowania. Yennefer nie mówi „skazałeś mnie na siebie” czy nawet „skazałeś nas na siebie nawzajem”. Nie, natura jego życzenia, jakkolwiek by ono nie brzmiało, zmieniła coś w Gerlacie, nie w Yennefer. Czarodziejka nie jest na wiedźmina wściekła, zła, upokorzona czy przerażona tym, czego sobie zażyczył – a takie emocje towarzyszyłyby jej pewnie, gdyby to życzenie miało wpłynąć na jej własny stosunek do wiedźmina, gdyby miało w czarodziejski sposób nagiąć jej wolę dla korzyści Geralta. Pamiętajmy, wszystko to, co do tej pory wiemy o Yennefer z Vengerbergu mówi nam, że czarodziejka nienawidzi być uprzedmiotowiana i kontrolowana przez innych. Gdyby życzenie, jakie wypowiedział wiedźmin w jakikolwiek sposób miało zmienić jej naturę, Geralt stałby się kolejnym mężczyzną, który chce ją kontrolować i kształtować jej los wedle własnej woli, zachcianek czy uznania. Reakcją byłaby raczej agresja. Tymczasem Yennefer jest zaszokowana i poruszona, ale nie ma w jej wypowiedziach żadnych pretensji. 

Wydaje mi się zatem, że życzenie Geralta brzmiało „Chcę być w tobie zakochany już na zawsze” albo jakoś podobnie. Wiedźmin czuł do Yennefer coś niewyobrażalnego i pragnął zachować to uczucie. Nie chodziło mu o bycie z czarodziejką, ale o kochanie czarodziejki. Wiedźmin poczuł miłość romantyczną, prawdopodobnie pierwszy raz w całym swoim życiu – zwróćcie uwagę na końcówkę przytoczonego wyżej cytatu z rozmowy z Chireadanem, gdzie elf Geraltowi, na czym polega to uczucie – i postanowił zatrzymać przy sobie to doznanie już na zawsze. Była to decyzja osobista, a zatem niespowodowana chęcią manipulacji i zawłaszczenia sobie Yennefer. Czarodziejka nie została w takim ujęciu zaklęta, magicznie zmieniona w taki sposób, by pokochać wiedźmina. To wiedźmin zmienił sam siebie, a Yennefer, dostrzegając ten akt zmieniła swoje podejście i zakochała się w nim albo przynajmniej zaczęła się nim interesować na tyle, by zaraz po wypędzeniu dżinna uprawiać z nim rzeczy, do opisu których – jak to barwnie ujął Chireadan – potrzeba wielkich słów. 

I przecież nie byłoby w tym nic dziwnego, Yennefer przez całe opowiadanie szukała podmiotowości i życzenie Geralta upodmiotowiło ją tak, jak nic wcześniej. Mężczyzna – który, zaznaczmy, został przez nią oszukany, upokorzony i zmanipulowany, ma więc pełne prawo jej nienawidzić – żywi do niej głębokie, gorące, przytłaczające uczucie, które zmusiło go do rzucenia się na niemal pewną śmierć, by spróbować ją uratować... ten mężczyzna uważa, że to uczucie jest tak drogocenne, iż chce je zachować na zawsze, rezygnując ze wszystkiego innego, co tylko mógłby zdobyć dzięki życzeniu. I to właśnie sprawiło, że czarodziejka zakochała się w wiedźminie – nie dlatego, że dżinn wbrew jej woli zmienił jej naturę ale dlatego, że jakaś osoba spojrzała w oczy smutnej garbuski ukrytej w zaprojektowanym przez Radę Magów ciele i zobaczyła w nich coś tak przejmującego, że nie była w stanie bez tego żyć. Dżinn nie zmienił natury Yennefer – zmienił naturę Geralta i zaobserwowanie tego aktu sprawiło, że czarodziejka zakochała się w wiedźminie. 

Czy tak właśnie było? No cóż… nie wiemy. Powyższe jest moją interpretacją tego, co wydarzyło się w Ostatnim życzeniu, ale intelektualna uczciwość zabrania mi twierdzić, że to fakt czy nawet „najlepsza” interpretacja. Jest mnóstwo osób, które uznają, że czegokolwiek Geralt by tam nie powiedział, było nadprzyrodzoną interwencją w wolną wolę Yennefer, więc ich seks pod koniec opowiadania jest gwałtem. Takie osoby mają całkiem sporo argumentów na poparcie tej tezy, spośród których stosunek Yennefer do Geralta w dalszych opowiadaniach jest całkiem prawomocny. Nie mogę powiedzieć tym osobom, że się mylą, tak samo jak one mogą powiedzieć, że mylę się ja. Sapkowski z jakiegoś powodu zostawił tę kwestię otwartą. Naprawdę wolałbym, żeby tego nie zrobił. Niejednoznaczności czasami są paliwem dla dyskusji odnośnie prawdziwej natury jakiejś postaci czy zrozumienia jakiegoś motywu. W tym konkretnym przypadku są paliwem do dywagacji na temat tego czy Geralt jest gwałcicielem czy nie. To nie było konieczne i nie było potrzebne. 

Z uwagi na powyższe nie jest to moje ulubione opowiadanie Sapkowskiego, ale nie zmienia to faktu, iż to kolejny znakomity tekst o wiedźminie, który wprowadza do mitologii serii kolejną istotną postać oraz tworzy kolejne powiązanie Geralta (po Dziecku Niespodziance z Kwestii ceny) z inną osobą, a przez to – wplątując samotnego Białego Wilka w jakąś społeczną pajęczynę zależności i współodpowiedzialności, za siebie, za innych, za czyjeś uczucia i bezpieczeństwo, za emocjonalny komfort i własne miejsce w tym porządku rzeczy. Te właśnie tematy Sapkowski eksploruje w drugim tomie opowiadań o wiedźminie, Mieczu przeznaczenia, o czym porozmawiamy już niedługo. Wcześniej jednak zajmiemy się Głosem rozsądku – specyficznym opowiadaniem, którego rozdział przeplatały się z tekstami omówionymi już wcześniej.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...