niedziela, 18 grudnia 2011

Drogi Mikołaju...

fragment grafiki autorstwa Gonzala Ordóñeza Ariasa, całość tutaj.

…na wstępie chciałbym zaznaczyć, że ostatnim razem mocno mnie rozczarowałeś. W zeszłym roku napisałem do Ciebie kwiecistego maila, którego zupełnie zignorowałeś. Przypomnę – prosiłem o rudowłosą dziewczynę w okularach, z którą miałem spędzić cudowną resztę życia (albo przynajmniej ekstatyczne czterdzieści minut). Ja wiem, że na świecie istnieje skończona ilość rudowłosych kobiet w okularach, ale myślę, że mogłeś się jednak wysilić. Daruję sobie jednak dalsze pretensje, lecz zanim przejdę do rzeczy – wyjaśnienie. Zapytasz pewnie, czemu piszę blogową notkę zamiast maila? Otóż nie ufam ostatnio poczcie elektronicznej, zwłaszcza, że – jak pamiętam – w tym gorącym, przedwigilijnym okresie dochodzi do Ciebie mnóstwo listów, nie chcę więc zapychać Ci skrzynki. Mam też uzasadnione podejrzenia, że jeden z Twoich elfów zagląda od czasu do czasu na tego bloga i ufam, że doniesie Ci o niniejszej notce.

A zatem – ja, Michał Ochnik, pseudonim Misiael, oświadczam, że byłem bardzo grzeczny w tym roku, ni deszcz, ni śnieg, ni nauka, praca czy imprezy, tydzień w tydzień prezentowałem na blogu nową notkę propagującą popkulturę i wynoszącą ją na piedestał ludzkiej wrażliwości. Ty, jako nadistota tak popkulturowa, że już bardziej się nie da (chyba, że jest się Batmanem) powinieneś szczególnie to docenić. Proszę Cię więc, Mikołaju, byś uważnie i dogłębnie przeczytał tę wiadomość stanowiącą kompilację najważniejszych życzeń moich i nie tylko moich. Mam nadzieję, że ze swoich obowiązków wywiążesz się znacznie lepiej, niż w zeszłym roku.

W kwestiach literackich – życzę sobie, drogi Mikołaju, byś wszelkimi możliwymi sposobami doprowadził Neila Gaimana do porządku i poziomu, który prezentował, zanim rzucił się w celebrycką Otchłań, bo chciałbym jeszcze przed śmiercią przeczytać coś na poziomie „Amerykańskich Bogów”. Jeśli się nie uda, powinieneś mu, Mikołaju, w ramach kary odebrać Amandę Palmer, bo nie godzi się, by tak wspaniała kobieta jak ona żyła u boku takiego lenia. Z kolei Orsonowi Scottowi Cardowi mógłbyś szepnąć dwa czy trzy słówka o tym, że gejów niekoniecznie trzeba palić na stosie czy nawet leczyć elektrowstrząsami, bo wciąż nie mieści mi się w głowie jak tak inteligentny człowiek może głosić tak absurdalne poglądy. Proszę też – już nie w swoim imieniu, a w imieniu fanów „Pieśni Lodu i Ognia” – byś zesłał Georgowi R. R. Martinowi dobre zdrowie i długie życie, ażeby był w stanie dokończyć swoją sagę. Mnie, co prawda, radośnie zwisa ona i powiewa, ale wiem, że są na sali miłośnicy jego twórczości. A, i byłbym zapomniał – niech coś ciężkiego spadnie na łeb Stpehenie Meyer i Paolowi Coelho. Nie, żeby od razu zabić – ale wybiórcza amnezja byłaby jak najbardziej wskazana. Wszystko to, oczywiście, dla dobra popkultury.

Jeśli chodzi o komiksy – proszę Cię, Mikołaju, o to, by Marvel w końcu przestał tak olewać swoich czytelników zamykając najciekawsze serie, a te najistotniejsze powierzając komuś pokroju Matta Fractiona, który jest tak złym scenarzystą, że aż brak mi słów. Co do naszego rodzimego poletka – szepnij do ucha Tomaszowi Kołodziejczakowi, że nie musi tak bać się wydawania komiksów Marvela, bo przy dobrym doborze oferty i zgraniu czasu wydawania z premierami okołomarvelowych filmów może wyjść na swoje, a przy okazji zapunktować u czytelników. Prosiłbym też o niższe ceny komiksów w naszym kraju i nieco bogatszą ofertę, ale wiem, że masz pewne ograniczenia i uleczenie polskiego rynku komiksowego nawet dla ciebie może być mocno problematyczne.

Filmowo – chciałbym, Mikołaju, żeby w nadciągającym roku pojawiło się wiele niespodzianek filmowych pokroju Scotta Pilgrima czy Sucker Punch. W ogóle, w anno domini 2011 nieźle się postarałeś. Tintin, Attack The Block, Super 8, Harry Potter i Insygnia Śmierci II, X-Men: First Class… Ale Bitwę Warszawską mogłeś sobie darować. No, nieważne. Przede wszystkim – dopilnuj, by filmowi Avengers prezentowali się co najmniej zadowalająco. I jeszcze specjalna prośba ode mnie – za żadną cenę nie wolno ci dopuścić do tego, by powstała ekranizacja „Gry Endera”, która jest – jak wie to każdy, kto przeczytał powieść – kompletnie nieprzekładalna na język filmu, zwłaszcza jeśli przekładaczem ma być gość, który wyreżyserował X-Men Origins: Wolverine. I nie, nie udobrucha mnie nawet Harison Ford w roli Graffa – to nie ma prawa wyjść. Jeśli nie uda Ci się nie dopuścić do powstania tej ekranizacji, to spraw chociaż, by była ona tak spektakularną klapą artystyczną i finansową, by przez najbliższe pięćdziesiąt lat nikomu nie przyszłoby nawet na myśl kręcić „Mówcę Umarłych”, powieść, o ile to możliwe, jeszcze mniej przekładalną na film.

Seriale – tak, tutaj, Mikołaju, czeka Cię naprawdę sporo pracy. Po pierwsze – The Fades musi mieć kolejny sezon, nieważne jak, ale masz to zrobić. Po drugie – nie pozwól Amerykanom położyć łap na Doctorze Who, bo jeśli możemy być czegoś pewni, to tego, że nie wyjdzie z tego nic dobrego. Wprawdzie Torchwooda nie skrzywdzili (za mocno…), ale… po prostu nie. Po trzecie – renesans Fringe’a byłby mile widziany, bo to jedna z niewielu rzeczy made in USA, która jest całkiem niezłym telewizyjnym show, nawet jeśli ostatnio trochę obniża loty. Tym niemniej, póki co nie doczekaliśmy się lepszego klona X-Files, więc ulituj się nad Fringe. Po czwarte – Robert Sheehan musi wrócić do The Misfits. Nie, żeby bez niego serial był jakąś kichą, ale, cholera, odgrywana przez niego postać była moją (i pewnie nie tylko moją) ulubioną w tym serialu, a jej brak z odcinka na odcinek robi się coraz bardziej dokuczliwy. W końcu po piąte i ostatnie – niech How I Met Your Mother skończy się z klasą, a najlepiej, niech nie kończy się wcale.

Pomówmy teraz o muzyce – tu też będzie sporo rzeczy, ale postaram się ograniczyć do tych najważniejszych. Na początku coś łatwego. Niech nowy, solowy projekt Arjena A. Lucassena okaże się kolejną znakomitą płytą, której będzie się słuchać długo i z przyjemnością. Z cięższych rzeczy – reaktywacja Dresden Dolls pewnie nie wchodzi w grę (a może jednak?), więc prosiłbym o nową płytę Amandy Palmer, co najmniej równie dobrą jak poprzednia (nie ta z coverami Radiogłowych na ukulele, tylko ta wcześniejsza). No, i żeby na polskiej scenie muzycznej wydarzyło się w końcu coś ciekawego, bo ostatnia płyta Cool Kids Of Death na długo nie wystarczy. W kolejce mam jeszcze najnowszą produkcję Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach, więc jakoś ten 2012 przetrwam, ale naprawdę, bardzo, bardzo bym chciał zostać czymś przyjemnie zaskoczony.

Gry komputerowe… Dopiero tutaj będziesz miał, Mikołaju, górę roboty, jeżeli zechcesz mnie w tym względzie zadowolić. A więc po kolei, alfabetycznie. A, jak Assassin’s Creed 3 – życzę sobie, by ta gra nie była kolejnym, jeszcze bledszym odbiciem dwójki, a porządną, oryginalną produkcją, która w końcu, zamiast tylko zachwycać, urwie mi jajka. B jak Beyond Good & Evil 2 – żeby wyszła. C jak Call of Juraez – sequel totalnie wraca na Dziki Zachód. D jak Deus Ex – kolejna część nie wcześniej, niż za trzy lata, bo nie zdzierżę, jeśli ta seria zmieni się w telenowelę pokroju Call of Duty. E jak Etherolrds – niech ktoś odgrzebie w końcu tę markę i zrobi z nią coś sensownego, bo aż szkoda patrzeć, jak pogrąża się ona w mrokach niepamięci graczy. F jak Far Cry 3 – po nieudanej dwójce wypadałoby pozwolić twórcom grę, która przywróci Far Cryowi dobre imię. Trailery zapowiadają się obiecująco, ale przecież różnie z tym bywa… G jak Gothic – co się z nim, do cholery ciężkiej, dzieje? Mam szczerą nadzieję, że chłopaki z Pyranha Bytes odzyskają w końcu prawa do swojej pierwszej sagi i pozamiatają burdel wyprodukowany przez następców. H jak Half-Life – niech Valve nauczy się w końcu liczyć do trzech, bo oczekiwanie na ostatnią część trylogii o niemym fizyku-zbawcy świata to już niczym czekanie na Godota. I jak I am Alive – proszę, by Ubisoft przestało stroić fochy i zrobiło dla tej gry port na PC, bo rzecz zapowiada się naprawdę obiecująco. J jak Jagged Alliance – tu proszę o jak najszybszy powrót serii na salony (i maszyny grające). K jak Knights of the Old Republic – z nieustającą (choć pewnie i płonną) nadzieją na trzecią część. L jak Legacy of Kain – Skoro Square Enix odświeża stare ediosowskie marki, to nie od rzeczy byłoby odkurzyć tę zapomnianą, a przezacną serię, zwłaszcza w tym okresie wampirycznej prosperity. M jak Mass Effect – bym miał wreszcie czas i sposobność się z nim zapoznać. N jak No One Lives Forever – o tym, by ktoś przypomniał sobie o istnieniu takiej gry, odkupił prawa do niej i zrobił z tego kolejny spektakularny powrót zza grobu zapomnianej marki. O jak Operation Flashpoint – żeby był taki, jaki jest do tej pory, albo nawet i lepszy. P jak Portal – żeby Valve zrobiło coś jeszcze w tym względzie, choćby i jakiś mały samodzielny dodatek. Q jak Quake – Id, to już najwyższy czas na kolejną część sagi! R jak Rune – kolejna marka do odrestaurowania. S jak S.T.A.L.K.E.R – żeby pogłoski o śmierci serii okazały się tak bardzo przesadzone, jak to tylko możliwe. T jak Thief – żeby SEE zrobili dla tej marki to samo, co dla Deus Exa. U jak Unreal – życzę sobie i serii, by doczekała się w końcu przyzwoitego single’a. W jak Warcraft – żeby saga powróciła tam, gdzie jej miejsce, do środowiska RTSowego. Z jak… tu nic mi nie przychodzi do głowy. Może jakaś ciekawsza Zuma na komórkę?

Jeszcze z życzeń bardziej osobistych – tak, ta ruda wciąż Cię, Mikołaju, obowiązuje. Za to, że nie sprezentowałeś mi jej w zeszłym roku dodaję kolejny warunek – musi umieć grać na wiolonczeli. Ponadto prosiłbym o to, by w końcu któreś wydawnictwo ulitowało się nade mną i wydało moje wypociny, by w końcu udało mi się skończyć moją rock operę i scenariusz do serialu internetowego nad jakim obecnie pracuję. A, i chcę odzyskać swoje włosy - teraz już wiem, że ścięcie ich było błędem, bo w chwili obecnej wyglądam jak łysy kretyn. Wcześniej wyglądałem jak kretyn z włosami, więc regres jest widoczny.

Podsumowując – jeśli obiecasz mi spełnić wszystkie życzenia z powyższej listy ja w zamian postaram się w dalszym ciągu regularnie prowadzić tego bloga i być grzecznym przez cały rok. Jeśli nie spełnisz, to obawiam się, że dalej będę taki, jak jestem dotąd. A tego żaden z nas pewnie by nie chciał. A zatem życzę Ci, Mikołaju, zdrowia, samozaparcia w dostarczaniu radości małym i dużym dzieciom. I, choć nie istniejesz, to jednak jesteś najfajniejszą nieistniejącą istotą w całym współczesnym panteonie (poza Batmanem). Trzymaj się ciepło, Mikołaju. Pozdrów renifery.

Z wyrazami sympatii,

Michał

PS: Nie zapomnij o tej rudej!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...